czwartek, 27 lutego 2014
Mama wraca do szkoły
Ostatni weekend dość zakręcony.
Piątek- kardiolog i same dobre wieści- dziureczka w serduszku Marysi pięknie się zamyka.
Sobota- 60 lecie moich dziadków a pradziadków dziewczynek.
Niedziela- urodziny mojej siostry
A po weekendzie wypad na poniedziałkowe zakupy :)
Efekty zakupów widać powyżej :)
W ostatni weekend powinnam też wrócić do szkoły, ale lenistwo wygrało w tej walce ;)
Tak chodzę do szkoły.
W sieci czy gazetach można spotkać wiele artykułów na temat "Mama wraca do pracy".
A co z mamą wracającą do szkoły?
Ten temat już mniej dostępny.
Łamię współczesne schematy bo mam 23 lata, a moja ciąża nie była wpadką jak zapewne myśli większość obcych mi ludzi których spotykam na co dzień. Tak samo z pewnością myślą moi znajomi, którzy uważają że wiek 23 lata to stanowczo za szybko na dziecko. Bo najpierw trzeba skończyć szkołę, ustawić się w życiu a potem można myśleć o dziecku, nie myśląc o konsekwencjach, np. trudnościach zajścia w ta upragnioną ciąże.
Ok zgodzę się że człowiek mając 23 lata nie zawsze jest samodzielny, mieszka z rodzicami, studiuje i nie jest gotowy na dziecko, ale nie w każdym przypadku jest tak samo.
Nie mierzmy wszystkich tą samą miarą.
Oczywiście szanuję każdego wolę ale przeglądając czasopisma dla kobiet w ciąży czy popularnych czasopismach o dzieciach nie spotkałam się z ani jednym zdjęciem kobiety w wieku 25 lat w ciąży czy z dzieckiem (chyba że nie zauważyłam).
Dlaczego?
Bo nasze społeczeństwo wręcz krzyczy że w wieku 23 czy 25 lat raczej na dziecko pozwolić sobie nie wypada, że to za wcześnie.
I znów łamie schemat.
Z tatą dziewczynek nie mam ślubu. Według mnie ślub nie jest potrzebny do tego aby założyć rodzinę, nie jest magiczną linią po której przejściu można mieć dzieci.
Spotykam wiele ludzi, którzy na pytanie czy chcą mieć dzieci odpowiadają "Tak, ale dopiero po ślubie". A dlaczego nie przed skoro i tak wiemy że właśnie z tą osobą chcemy spędzić resztę życia.
Dlaczego mamy popadać w schematy?
Nawet nasze dzieci nie postępują według schematu i wyszły na świat 5 tyg za wcześnie ;)
Tak więc na nic szukanie tematu " Mama wraca do szkoły" we współczesnych miesięcznikach.
Ja wracam po rocznej przerwie na studia i aż nie mogę się doczekać aż je skończę ;)
I nie mogę się doczekać jak wszystkim opowie jakie mam cudowne córeczki i jakie wspaniałe jest macierzyństwo w wieku 23 lat :)
wtorek, 18 lutego 2014
Jeden rok- a zmieniło się tak wiele
Rok.
Minął dokładnie rok od momentu gdy na ekranie USG ujrzałam
dwa małe bijące serduszka. Był to dla mnie jednocześnie najwspanialszy jak
i pełen obaw widok. Czy damy sobie radę
z dwójką maluchów? Jak to teraz będzie? Jako mama jednego aniołka byłam pełna
obaw czy się uda. Stres towarzyszył mi do ostatniego dnia ciąży. Aż do 3go
września do godziny 10:48 gdy urodziła się moja druga córeczka Marysia i
wiedziałam że wszystko wporządku.
Jak zmieniło się moje życie w przeciągu tego ostatniego roku?
Może wrócę do momentu gdy pełna obaw siedziałam przed
gabinetem lekarskim czekając na USG i słowa
„gratuluję, tu jest dzidziuś, tu bijące serduszko”. Gdy zamiast jednego
serduszka ujrzałam dwa rozpłakałam się . Ze szczęścia i ze strachu bo nie
wiedziałam co teraz będzie. Jak zareagowała rodzina? Wszyscy się cieszyli ale
też byli zaskoczeni że to będą bliźniaki.
Po dwóch tygodniach po raz pierwszy trafiłam do szpitala w
miejscowości w której mieszkam na oddział ginekologiczny z obawą że coś może
się stać moim dwóm serduszkom. Po 3 dniach zostałam wypisana do domu. Miałam
brać leki na podtrzymanie, leżeć a na
wypisie było napisane „poronienie zagrażające”. Do tego lekarz który mnie
przyjmował jak się później okazało źle zmierzył moje maleństwa i żyłam w
stresie że nie urosły odpowiednio, że coś się dzieje.
Długo nie zagrzałam miejsca w domu. Po 3dniach kolejna
wizyta na izbie przyjęć, ten sam lekarz przyjmujący rzuca hasłem „co wypisała
się Pani na własne życzenie?” Odpowiadam że nie, że wypisał mnie ordynator.
Tego samego dnia wieczorem miałam wizytę ordynatora który krzyczał na mnie że
wróciłam tak szybko na oddział i nie dostaną za mnie pieniędzy z NFZ, że listy
będą musieli pisać. To co miałam robić? Siedzieć w domu czekać aż się coś stanie? Po tygodniu zostałam wysłana do domu, z tymi
samymi lekami, z zaleceniem że mam wrócić dopiero w razie krwotoku.
Długo na 3 wizytę w szpitalu nie musiałam czekać. Po
kolejnych 3 dniach znowu zawitałam na tym samym oddziale. Nikt nie wiedział co
się dzieje. Łożysko się nie odkleja, krwiaka nie ma. Skąd ten krwotok? Nikt nawet nie szukał przyczyny. Słyszałam
tylko że nikt nie wie od czego się tak dzieje, nawet głupiego badania krwi
na morfologie mi nie zrobili. Przecież nie opłacało się bo nie dostawali za
mnie pieniędzy. Poroni to poroni, dla nich kolejny przypadek jakich wiele.
Po wyjściu ze szpitala zdecydowałam się na zmianę lekarza
prowadzącego. Mój poprzedni lekarz wyśmiał moje podejrzenia i powiedział że zamiast wymyślać mogę iść sobie do wróżki.
Dostałam namiary na Panią doktor w Poznaniu. Tylko i wyłącznie dzięki niej Antosia i Marysia są dziś z nami.
Dostałam namiary na Panią doktor w Poznaniu. Tylko i wyłącznie dzięki niej Antosia i Marysia są dziś z nami.
Żeby małe mogły być dziś z nami łykałam
po 15 tabletek dziennie. Więcej czasu
spędzałam w łóżku niż na nogach. Ne było mi dane cieszyć się ciążą jak innym
kobietom. Większość pierwszego trymestru
spędziłam w szpitalu, a połowę drugiego przesypiałam. Z jednej strony dobrze bo
nie krążyłam myślami wkoło tego wszystkiego. Jak nie spałam wmuszałam w siebie
jedzenia, brałam kolejną porcję leków i spałam dalej.
Pierwsze kopniaki- cudowne uczucie. Cieszyłam się z każdego
kopniaka niezależnie od tego czy w nerkę, czy w żebro czy pęcherz. Jednak mimo
tego że czułam ich obecność jeszcze bardziej pojawiały się wątpliwości. To za
mało to za dużo ruchliwe.
I tak żyłam od wizyty lekarskiej do wizyty.
W pewnym momencie padła decyzja- szpital. Zagrożenie porodem
przedwczesnym. Wgł USG małym brakowało
do 2kg. Oby przeczekać do 2kg. Ciągle powtarzałam do brzuszka żeby jeszcze
trochę posiedziały, poczekały aż będą gotowe. Ostatnie USG pokazało kilogram
różnicy, położenie miednicowe i główkowe drugiego malucha.Moje wyniki
nie były za ciekawe. Decyzja: jeśli będzie tak dalej robimy cesarskie cięcie
bez czekania na akcję porodową.
Długo nie musiałam czekać, dzień później małe postanowiły
same wyjść na świat. Zaczęły się skurcze, ku mojemu zdziwieniu bezbolesne. W
35tyg zabrano mnie na porodówkę.
Usłyszałam płacz
O godzinie 10:47 na świat przyszła Antosia
2890g, 9pkt appgar
2890g, 9pkt appgar
Usłyszałam „no dalej mała”
i nagle krzyk
O godzinie 10:48 na świecie była i Marysia
1760g, 9pkt appgar
1760g, 9pkt appgar
Wielka ulga- małe oddychają same
Szybki buziak w główkę i mi je zabrano. Nie przytuliłam ich,
popatrzyłam na nie tylko chwilę i pojechały na oddział neonatologiczny.
Sama odpoczywałam po porodzie. Po 6 godzinach przewieziono
mnie na oddział położniczy a po 12 godzinach kazano wstać. Najdłuższe i
najbardziej bolesne kroki jakie pamiętam.
Rano przywieziono mi Antosie, Marysia w inkubatorze na
oddziale opieki ciągłej. Jak ujrzałam
Antosie nie mogłam uwierzyć że jeszcze kilkanaście godzin wcześniej była w moim
brzuszku a teraz jest tu, obok mnie. Mogę ją przytulić i wycałować.
Kiedy przyjechał tata dziewczynek mogłam iść do Marysi. Leżała malutka w inkubatorku i nie mogłam jej przytulić. Stałam i płakałam że dziewczynki musz być rozdzielone, że będę musiała zostawić jedno dziecko w szpitalu a drugie będze w domku z rodziną.
Kiedy przyjechał tata dziewczynek mogłam iść do Marysi. Leżała malutka w inkubatorku i nie mogłam jej przytulić. Stałam i płakałam że dziewczynki musz być rozdzielone, że będę musiała zostawić jedno dziecko w szpitalu a drugie będze w domku z rodziną.
3 tygodnie zostawiałam Tosie w domu z babcią i jechałam do
Marysi na kilka godzin. Wracałam do Tosi
a zostawiłam Marysie. Dla żadnej z nich nie byłam na 100%. Ciągle miałam wyrzuty do siebie że tak jest, że muszę zostawiać jedno dziecko bez naszej opieki. W tym czasie
Marysia zwiedziła wszystkie oddziały na neonatologii, ale w końcu przyszedł
dzień kiedy mogliśmy zabrać ją do domu.
23września byliśmy już całą czwórką razem. W końcu poczułam
że już mi nic więcej nie brakuje, że jesteśmy w komplecie. Byłam napełniona
miłością po brzegi. I tak jest do
dzisiaj.
Co dzień mogę patrzeć na uśmichy moich córek- na dzień dobry
i na dobranoc. One dają mi dużo siły kiedy przychodzą gorsze dni.
Jak się zmieniło moje życie przez ten rok?
Nauczylam się walczyć i wierzyć w to że będzie dobrze.
Walczyłam o każdy gram dziewczynek, każdy dzień żeby pomieszkały dłużej w moim
brzuszku.
Nauczyłam się cieszyć z każdego dnia, nawet jeśli wiszą chmury.
Nauczyłam się doceniać pracę moich rodziców.
Poznałam co to znaczy miłość matki do dziecka i że w jednej chwili bez wahania oddałabym życie za swoje dzieci.
Dzieci wywróciły mój świat do góry nogami- na lepsze. Nigdy nie było mi lepiej. Mam rodzinę i mam dla kogo żyć.
Nauczyłam się cieszyć z każdego dnia, nawet jeśli wiszą chmury.
Nauczyłam się doceniać pracę moich rodziców.
Poznałam co to znaczy miłość matki do dziecka i że w jednej chwili bez wahania oddałabym życie za swoje dzieci.
Dzieci wywróciły mój świat do góry nogami- na lepsze. Nigdy nie było mi lepiej. Mam rodzinę i mam dla kogo żyć.
Czy coś bym zmieniła gdybym mogła się cofnąć w czasie?
Zdecydowanie nie. Nie załuję żadnej podjętej decyzji i nie mam zamiaru nic zmieniaćJ
Zdecydowanie nie. Nie załuję żadnej podjętej decyzji i nie mam zamiaru nic zmieniaćJ
niedziela, 16 lutego 2014
Montessori
Czego dziecko nie jest w stanie samo zrobić, musimy mu to dokładnie pokazać. Nie możemy dawać zbytecznej pomocy, ale też nie zaniechamy tej koniecznej.
Pädagogische Leitsätze. Aus Schriften und Vortragen
dr. Maria Montessori „Montessori-Werkbrief”
Pedagogika Montessori jest nauką którą chcę się kierować wychowując własne dzieci. Pracując przez jakiś czas w montessoriańskim przedszkolu nauczyłam się wiele ciekawych rzeczy odnośnie dzieci i tego że nie trzeba wbijać dzieciom wiedzy w ten sposób jaki robi się to w szkołach czy w zwykłych przedszkolach.
Program Ministerstwa Edukacji każe nam nauczycielom gonić z materiałem, nie zwracając uwagi że sposób w jaki uczymy ( mówię w tym przypadku o nauczaniu języka angielskiego ) nie jest trafnym sposobem. Uczniowie siedzą z nosami w książce i wałkują ćwiczenia jedno po drugim przez całe 45 min. Od czasu do czasu ktoś o coś się zapyta i uzyska odpowiedz. Jednak w prawdziwym życiu gdy spotkamy się z obcokrajowcem raczej nie usiądziemy z nim i nie będziemy rozwiązywać ćwiczeń lecz postawimy na komunikacje. I na to powinno nasze wspaniałe ministerstwo postawić jeśli chodzi o naukę języków obcych. Z materiałem jedzie się do przodu nie zwracając uwagi na to że ktoś potrzebuję więcej czasu n przyswojenie nowych informacji.
Co te kilka powyższych zdań ma wspólnego z pedagogiką montessori? A to że ucząc dziecko powinno się zwrócić uwagę iż każdy człowiek ma swoje tempo przyswajania informacji Metoda montessori pozwala dziecku przyswajać informacje w takim tempie jakie narzuca sobie dziecko, nie nauczyciel. Nie narzuca nic dziecku tylko pozwala mu kierować samym sobą i odkrywać samego siebie.
Tego chce dla moich dzieci. Nie chcę ich zamykać w sztywnym programie narzuconym przez kogoś. Chce aby same odkrywały siebie, same uczyły się w swoim tempie i dokonywały wolnych wyborów jeśli chodzi o kształtowanie siebie.
Pädagogische Leitsätze. Aus Schriften und Vortragen
dr. Maria Montessori „Montessori-Werkbrief”
Pedagogika Montessori jest nauką którą chcę się kierować wychowując własne dzieci. Pracując przez jakiś czas w montessoriańskim przedszkolu nauczyłam się wiele ciekawych rzeczy odnośnie dzieci i tego że nie trzeba wbijać dzieciom wiedzy w ten sposób jaki robi się to w szkołach czy w zwykłych przedszkolach.
Program Ministerstwa Edukacji każe nam nauczycielom gonić z materiałem, nie zwracając uwagi że sposób w jaki uczymy ( mówię w tym przypadku o nauczaniu języka angielskiego ) nie jest trafnym sposobem. Uczniowie siedzą z nosami w książce i wałkują ćwiczenia jedno po drugim przez całe 45 min. Od czasu do czasu ktoś o coś się zapyta i uzyska odpowiedz. Jednak w prawdziwym życiu gdy spotkamy się z obcokrajowcem raczej nie usiądziemy z nim i nie będziemy rozwiązywać ćwiczeń lecz postawimy na komunikacje. I na to powinno nasze wspaniałe ministerstwo postawić jeśli chodzi o naukę języków obcych. Z materiałem jedzie się do przodu nie zwracając uwagi na to że ktoś potrzebuję więcej czasu n przyswojenie nowych informacji.
Co te kilka powyższych zdań ma wspólnego z pedagogiką montessori? A to że ucząc dziecko powinno się zwrócić uwagę iż każdy człowiek ma swoje tempo przyswajania informacji Metoda montessori pozwala dziecku przyswajać informacje w takim tempie jakie narzuca sobie dziecko, nie nauczyciel. Nie narzuca nic dziecku tylko pozwala mu kierować samym sobą i odkrywać samego siebie.
Tego chce dla moich dzieci. Nie chcę ich zamykać w sztywnym programie narzuconym przez kogoś. Chce aby same odkrywały siebie, same uczyły się w swoim tempie i dokonywały wolnych wyborów jeśli chodzi o kształtowanie siebie.
środa, 12 lutego 2014
Dzień z życia bliźniaka
Aj ostatnio się dzieje. Kto ma dzieci ten wie ile taki maluch potrafi zająć czasu i pochłonąć energii- no to teraz pomnóżmy to razy dwa :) Ostatnio też kot przegryzł ładowarkę od komputera (już powoli bateria się kończy) i oszczędzam ile mogę ;)
Dziś zaczęliśmy dzień z uśmiechem na twarzy. Małe coraz dłużej spią, a co za tym idzie ja sama się wysypiam :)
Potem było troszkę gorzej bo jadąc na zakupy wózek (znowu) nie chciał się złożyć. Na siłę się udało ;)
No to zaczynamy. Zwiedziłyśmy w trójkę 5 sklepów okupując się obiadkami, pampersami i innymi rzeczami potrzebnymi do życia:)
Taki babski wypad:)
Oczywiście żeby nie było tak kolorowo Tosi przestało podobać się że leży w wózku no i koniec końców wylądowałyśmy u babci w pracy i tam małe zostały na trochę a ja dokończyła zakupy:)
W domku trochę wariacji i pyszny obiadek. Dziewczynki wzorowo jedzą wszystko to co mama im daje i nie wybrzydzają !
Coraz częściej zastanawiam się nad kupieniem ekspresu do mleczka i ostatnio już miałam kupić za namową tatusia Marysi i Antosi ale na razie się wstrzymałam z zakupem i nadal myślę czy aby faktycznie jest to konieczność.
Teraz małe grzecznie śpią a ja mam chwile wytchnienia :)
Pozdrawiamy:)
Dziś zaczęliśmy dzień z uśmiechem na twarzy. Małe coraz dłużej spią, a co za tym idzie ja sama się wysypiam :)
Potem było troszkę gorzej bo jadąc na zakupy wózek (znowu) nie chciał się złożyć. Na siłę się udało ;)
No to zaczynamy. Zwiedziłyśmy w trójkę 5 sklepów okupując się obiadkami, pampersami i innymi rzeczami potrzebnymi do życia:)
Taki babski wypad:)
Oczywiście żeby nie było tak kolorowo Tosi przestało podobać się że leży w wózku no i koniec końców wylądowałyśmy u babci w pracy i tam małe zostały na trochę a ja dokończyła zakupy:)
W domku trochę wariacji i pyszny obiadek. Dziewczynki wzorowo jedzą wszystko to co mama im daje i nie wybrzydzają !
Coraz częściej zastanawiam się nad kupieniem ekspresu do mleczka i ostatnio już miałam kupić za namową tatusia Marysi i Antosi ale na razie się wstrzymałam z zakupem i nadal myślę czy aby faktycznie jest to konieczność.
Teraz małe grzecznie śpią a ja mam chwile wytchnienia :)
Pozdrawiamy:)
sobota, 1 lutego 2014
Jak pomóc dzieciom dbać o porządek w swoim pokoju.
Dzieci od urodzenia do wieku ok. 4,5 lat są bardzo wrażliwe na porządek. Gdy nasz
dom jest dobrze zorganizowany i uporządkowany, dzieci czują się w nim dobrze.
Ich świat jest przewidywalny. Wiedzą, gdzie mogą znaleźć ważne dla nich rzeczy.
Uczą się je odkładać na to samo miejsce.
Jak przygotować przewidywalne otoczenie? Jak sprawić, by dzieci dobrze się czuły
w swoim pokoju i potrafiły utrzymać w nim porządek?
Przede wszystkim zadbajmy o to, by ilość rzeczy w pokoju dziecka nie była zbyt
duża. Starannie wybierajmy zabawki, książki i ubrania, które znajdą się w jego
pokoju. Co jakiś czas warto zrobić przegląd i spakować te ubrania, które są już
nieużywane – za małe, zniszczone bądź niepasujące do danej pory roku. To samo
możemy robić z zabawkami – zmieniać co jakiś czas, zabierać te, które się już
znudziły bądź są już nieadekwatne do wieku dziecka.
Urządzając pokój dziecięcy starajmy się, aby nie tylko był ładny, ale również sprzyjał
rozwojowi samodzielności naszego dziecka. Będzie tak, jeśli zadbamy o to, żeby
dziecko miało łatwy dostęp do wszystkich swoich rzeczy – także ubrań. Niska szafka
z półkami, z możliwością zawieszenia nisko wieszaków z ubrankami, koszyczki
na skarpetki, bieliznę i inne poskładane części garderoby pozwolą dziecku
na samodzielność. Dziecko biorąc z nas przykład nauczy się segregować ubrania,
składać je a z czasem również używać wieszaków.
Zabawki warto trzymać posegregowane w koszyczkach bądź pudełkach, na niskich
półkach, tak by były łatwo dostępne dla dziecka. Zrezygnujmy z kosza na zabawki,
taki kosz jest niepraktyczny. Po pierwsze trudno jest w nim odnaleźć to, czego akurat
potrzebujemy, po drugie nie zachęca do starannego odkładania zabawek na miejsce
i dbania o nie, służy wręcz do wrzucania zabawek do środka, co często sprawia,
że zabawki się niszczą.
Wprowadźmy zasadę, że po skończonej zabawie zabawki wracają na swoje miejsce.
Zachęćmy do sprzątania własnym przykładem. Jeśli widzimy, że dziecko
ma trudności ze sprzątaniem, pomóżmy mu w tym. Potem zastanówmy się, skąd
biorą się te trudności. Może sto klocków dla naszego dziecka to w tej chwili za dużo
do posprzątania? Może warto zmniejszyć ilość klocków dostępnych do zabawy?
Zasada, że lepiej mniej niż więcej zabawek nie tylko ułatwia dzieciom utrzymanie
porządku, ale również wpływa na jakość zabawy. Dziecko nie jest przytłoczone
możliwościami wyboru i może dłużej zająć się jedną zabawą, co sprzyja rozwojowi
koncentracji.
dom jest dobrze zorganizowany i uporządkowany, dzieci czują się w nim dobrze.
Ich świat jest przewidywalny. Wiedzą, gdzie mogą znaleźć ważne dla nich rzeczy.
Uczą się je odkładać na to samo miejsce.
Jak przygotować przewidywalne otoczenie? Jak sprawić, by dzieci dobrze się czuły
w swoim pokoju i potrafiły utrzymać w nim porządek?
Przede wszystkim zadbajmy o to, by ilość rzeczy w pokoju dziecka nie była zbyt
duża. Starannie wybierajmy zabawki, książki i ubrania, które znajdą się w jego
pokoju. Co jakiś czas warto zrobić przegląd i spakować te ubrania, które są już
nieużywane – za małe, zniszczone bądź niepasujące do danej pory roku. To samo
możemy robić z zabawkami – zmieniać co jakiś czas, zabierać te, które się już
znudziły bądź są już nieadekwatne do wieku dziecka.
Urządzając pokój dziecięcy starajmy się, aby nie tylko był ładny, ale również sprzyjał
rozwojowi samodzielności naszego dziecka. Będzie tak, jeśli zadbamy o to, żeby
dziecko miało łatwy dostęp do wszystkich swoich rzeczy – także ubrań. Niska szafka
z półkami, z możliwością zawieszenia nisko wieszaków z ubrankami, koszyczki
na skarpetki, bieliznę i inne poskładane części garderoby pozwolą dziecku
na samodzielność. Dziecko biorąc z nas przykład nauczy się segregować ubrania,
składać je a z czasem również używać wieszaków.
Zabawki warto trzymać posegregowane w koszyczkach bądź pudełkach, na niskich
półkach, tak by były łatwo dostępne dla dziecka. Zrezygnujmy z kosza na zabawki,
taki kosz jest niepraktyczny. Po pierwsze trudno jest w nim odnaleźć to, czego akurat
potrzebujemy, po drugie nie zachęca do starannego odkładania zabawek na miejsce
i dbania o nie, służy wręcz do wrzucania zabawek do środka, co często sprawia,
że zabawki się niszczą.
Wprowadźmy zasadę, że po skończonej zabawie zabawki wracają na swoje miejsce.
Zachęćmy do sprzątania własnym przykładem. Jeśli widzimy, że dziecko
ma trudności ze sprzątaniem, pomóżmy mu w tym. Potem zastanówmy się, skąd
biorą się te trudności. Może sto klocków dla naszego dziecka to w tej chwili za dużo
do posprzątania? Może warto zmniejszyć ilość klocków dostępnych do zabawy?
Zasada, że lepiej mniej niż więcej zabawek nie tylko ułatwia dzieciom utrzymanie
porządku, ale również wpływa na jakość zabawy. Dziecko nie jest przytłoczone
możliwościami wyboru i może dłużej zająć się jedną zabawą, co sprzyja rozwojowi
koncentracji.
środa, 22 stycznia 2014
Wolność i dyscyplina
Dyscyplina i wolność niemal zawsze uważane są za przeciwieństwa. Dyscyplina oznacza
kontrolę, wolność natomiast to brak jakiejkolwiek kontroli. Jednakże w otoczeniu Montessori
pojęcia te uzupełniają się i postrzegane są jako dwie strony medalu. Aby to wyjaśnić musimy
zacząć od definicji obu słów według Marii Montessori.
Definicja dyscypliny według Marii Montessori
Według Marii Montessori dziecko przyjmuje istniejące zasady jako swoje, przez co czuje,
że jest odpowiedzialne za swoje czyny. Jest to aktywna dyscyplina osiągana, gdy dziecko
jest „panem samego siebie i kiedy może w konsekwencji kontrolować się, aby
przestrzegać zasad życia.” Definicja Montessori może być zastąpiona takimi pojęciami jak
samodyscyplina lub samokontrola. Każde dziecko posiada wewnętrzną dyscyplinę, rozwijaną
dzięki wolności w otoczeniu Montessori, a rolą nauczyciela jest pomoc w jej rozwijaniu
poprzez zajęcia odpowiadające ich wewnętrznym potrzebom, ponieważ „pierwsze objawy
dyscypliny mają swoje źródło w pracy”.
Definicja wolności według Marii Montessori
Bardzo często ludzie myślą o wolności jako o „robieniu tego co się chce”. Jednak
w otoczeniu Montessori jest tak, jak powiedział pewien mały chłopiec: „to nie jest tak,
że robimy to co chcemy – my chcemy tego, co tu robimy”. Prawdziwa wolność
nie może istnieć bowiem bez samodyscypliny i rozwoju umiejętności samodzielnego
myślenia oraz działania. Dziecko i wychowawca pracują wspólnie, aby zbudować
społeczność. Dziecko uczy się przestrzegania zasad, ale ma możliwość wyboru zajęcia.
Wynikiem tej wolności jest samodyscyplina, koncentracja, indywidualność i umiejętność
nawiązywania kontaktów społecznych.
„Dziecko nie wykonuje ćwiczenia, ponieważ sprawia mu to przyjemność – ono
znajduje przyjemność w zadaniu, które decyduje się wykonać.” Zadanie staje się
dla dziecka taką radością, że zapomina ono o sobie i nawet materialne nagrody nie mają
na nie wpływu. Dziecko, które samo wybierze sobie pracę wykonuje ją kilkakrotnie bez
poczucia frustracji. Jest zaabsorbowane samodyscypliną i kiedy w końcu uda mu się
wykonać ćwiczenie uśmiechnie się radośnie. Dziecko posiadające ten rodzaj wolności nie
tylko samodzielnie wybiera, ale również jest posłuszne swoim wewnętrznym wskazówkom.
Według Marii Montessori dziecko „podąża długą i wąską drogą do perfekcji i staje się
panem własnego domu”.
Dyscyplina i wolność jako dwie strony medalu
„Bycie wolnym oznacza umiejętność samokontroli (samodyscypliny)”. Dziecko nie traci czasu
na bezcelowe zajęcia i nie jest przez nie pobudzane. Zamiast tego samodzielnie wybiera
sobie pracę, która mu się podoba i jest na tyle skoncentrowane, że inne bodźce pozostają
niezauważone. Kiedy zaangażuje się w wykonywane przez siebie zadanie pojawia się
dyscyplina.
E.M. Standing w swojej książce „Maria Montessori – jej życie i praca” sugeruje, że
prawdziwa wolność wyboru połączona jest z możliwością myślenia i rozumowania, ponieważ
każdy akt wyboru poprzedzany jest przez aktywność intelektualną, czyli ocenę. Myśląc
o dziecku, które każdą czynność poprzedza przemyśleniem i oceną opisalibyśmy je jako
dziecko zdyscyplinowane. Według Standing dziecko zdyscyplinowane to również dziecko
mające wolność wyboru.
Musimy sobie jednak zdawać sprawę, że wolność jest niezbędna do osiągnięcia
prawdziwego posłuszeństwa. Jest to jednak „dobrowolne posłuszeństwo”, które jest
wybrane przez dziecko, a nie narzucone. Wola i posłuszeństwo idą razem ręka w rękę,
umiejętność bycia posłusznym zależy od rozwoju u dziecka siły woli. Dlatego musimy
wzmacniać wolę dziecka, aby mogło być posłuszne i kontrolować się, czyli osiągnąć
samodyscyplinę.
Dyscyplina i wolność w otoczeniu Montessori
Maria Montessori opisała swoją klasę słowami: „Pomimo swobodnego zachowania
dzieci sprawiały wrażenie niezwykle zdyscyplinowanych”. Ten rodzaj dyscypliny
można osiągnąć dzięki odpowiednio przygotowanemu otoczeniu, które zawiera jednak
pewne ograniczenia tzn. zachęca ono tylko do dobrych zajęć, ponieważ prowadzą one
do porządku, harmonii, samorozwoju i dyscypliny. W tak przygotowanym otoczeniu
nauczyciele są tylko biernymi obserwatorami, którzy dostarczają odpowiednich materiałów.
Fakt, że dziecko dokonuje samodzielnego wyboru zadania pozwala na samodzielną naukę
i przynosi satysfakcję. Dzieci odgrywają ważną rolę w wyborze materiałów, ponieważ nawet
dobrze przygotowane materiały zostaną usunięte z otoczenia, jeżeli nie są wybierane
przez dzieci.
Wolność dziecka powinna być ograniczona jedynie przez wspólne dobro, jego formą jest to
co nazywamy dobrym wychowaniem. Dziecko samo wybiera zajęcia, jednak kiedy jego
zachowanie zaczyna szkodzić lub obrażać innych, zostanie powstrzymane.
Podstawowe ograniczenia
Mały Marcin potrafił wycinać nożyczkami wzdłuż linii, ale pewnego dnia postanowił obciąć
nożyczkami włosy kolegi. Widząc to nauczycielka natychmiast zainterweniowała,
powstrzymując go. Maria Montessori twierdziła również: „Nigdy nie dawajmy dzieciom
narzędzi dopóki nie są gotowe ich używać”. Nieodpowiednie użycie nożyczek przez Marcina
nie prowadziłoby do rozwoju, dlatego należało to działanie powstrzymać. Nauczyciel
Montessori pokazuje dziecku jak używać materiałów zanim dziecko wybierze zadanie.
W ten sposób nauczyciel daje dziecku wolność. Dziecko wykonuje ćwiczenie wykorzystując
własne umiejętności, po zakończeniu zadania pokazuje je wychowawcy i pyta czy dobrze
zostało wykonane. W tym momencie nauczyciel powinien zachęcić dziecko do pracy
samodzielnej, w harmonii wolności i dyscypliny. „Dziecko nie chce, aby mu mówić co
robić, albo jak to robić – broni się przed taką pomocą”. Wybór i wykonanie jakiejś
czynności są bowiem prawem i zwycięstwem wolnej duszy.
Dwu i pół letni Tomek zawsze wybiera ćwiczenia nalewania i wykonuje je raz po raz, nigdy
się nie męcząc. Nie byłby w stanie wyjaśnić dlaczego wybiera to zadanie, ale jego wybór
wyjaśnia nam jego potrzeby. W tym konkretnym momencie życia potrzebuje bowiem lepszej
koordynacji rąk, aby przygotować się do prac, które pojawią się później. W swoim
postępowaniu kieruje się wewnętrznym rozsądkiem, dlatego im więcej otrzyma wolności tym
bardziej stanie się wrażliwy na swoje wewnętrzne potrzeby. Wykonując pracę Tomek,
zamiast tracić siły na bezsensowne zajęcia, zaspakaja swoje potrzeby, dzięki którym się
rozwija. A według Marii Montessori „prawdziwa wolność jest konsekwencją rozwoju”.
Może to jednak nastąpić w odpowiednio przygotowanym otoczeniu z koniecznymi
ograniczeniami. Nauczyciel Montessori wie jak radzić sobie z dziećmi, które zachowują się
nieodpowiednio. Zamiast je karcić proponuje im inne zajęcia. Pozwala to dziecku na dalszą
harmonijną pracę. Nauczyciel zachęca dziecko do dokonywania własnych wyborów i w ten
sposób pozostawia mu wolność. Dziecko wykorzystuje wolność i wskazówki wewnętrznej
dyscypliny do dokończenia wybranego zadania. Będzie usatysfakcjonowane i zadowolone.
Na koniec warto jeszcze przytoczyć słowa Marii Montessori: „Pozostawmy dziecku
wolność rozwoju w granicach dobra i obserwujmy rozwój tego wewnętrznego
życia. Wolność i dyscyplina to bowiem dwie rzeczy, które zawsze występują razem,
ponieważ są aspektami tej samej rzeczy i jeśli w grupie brakuje dyscypliny musi istnieć jakiś
problem z wolnością”.
Dyscyplina i wolność wydają się rozwiązywać problem, który dotąd wydawał się
nierozwiązywalny. Odpowiedz leży w uzyskiwaniu dyscypliny poprzez pozostawienie
wolności. Dzieci, które w sposób wolny wybierają swoją pracę, są zaangażowane każde we
własne zadanie, jednak wszystkie należą do jednej grupy i sprawiają wrażenie doskonałej
dyscypliny.
Bibliografia:
„Chłonny umysł” Maria Montessori
„Odkrycie dziecka” Maria Montessori
„Metoda Montessori” Maria Montessori
„Sekret dzieciństwa” Maria Montessori
„Maria Montessori: jej życie i praca” E.M. Standing
„Montessori dzisiaj” Paula Polk Lillard
kontrolę, wolność natomiast to brak jakiejkolwiek kontroli. Jednakże w otoczeniu Montessori
pojęcia te uzupełniają się i postrzegane są jako dwie strony medalu. Aby to wyjaśnić musimy
zacząć od definicji obu słów według Marii Montessori.
Definicja dyscypliny według Marii Montessori
Według Marii Montessori dziecko przyjmuje istniejące zasady jako swoje, przez co czuje,
że jest odpowiedzialne za swoje czyny. Jest to aktywna dyscyplina osiągana, gdy dziecko
jest „panem samego siebie i kiedy może w konsekwencji kontrolować się, aby
przestrzegać zasad życia.” Definicja Montessori może być zastąpiona takimi pojęciami jak
samodyscyplina lub samokontrola. Każde dziecko posiada wewnętrzną dyscyplinę, rozwijaną
dzięki wolności w otoczeniu Montessori, a rolą nauczyciela jest pomoc w jej rozwijaniu
poprzez zajęcia odpowiadające ich wewnętrznym potrzebom, ponieważ „pierwsze objawy
dyscypliny mają swoje źródło w pracy”.
Definicja wolności według Marii Montessori
Bardzo często ludzie myślą o wolności jako o „robieniu tego co się chce”. Jednak
w otoczeniu Montessori jest tak, jak powiedział pewien mały chłopiec: „to nie jest tak,
że robimy to co chcemy – my chcemy tego, co tu robimy”. Prawdziwa wolność
nie może istnieć bowiem bez samodyscypliny i rozwoju umiejętności samodzielnego
myślenia oraz działania. Dziecko i wychowawca pracują wspólnie, aby zbudować
społeczność. Dziecko uczy się przestrzegania zasad, ale ma możliwość wyboru zajęcia.
Wynikiem tej wolności jest samodyscyplina, koncentracja, indywidualność i umiejętność
nawiązywania kontaktów społecznych.
„Dziecko nie wykonuje ćwiczenia, ponieważ sprawia mu to przyjemność – ono
znajduje przyjemność w zadaniu, które decyduje się wykonać.” Zadanie staje się
dla dziecka taką radością, że zapomina ono o sobie i nawet materialne nagrody nie mają
na nie wpływu. Dziecko, które samo wybierze sobie pracę wykonuje ją kilkakrotnie bez
poczucia frustracji. Jest zaabsorbowane samodyscypliną i kiedy w końcu uda mu się
wykonać ćwiczenie uśmiechnie się radośnie. Dziecko posiadające ten rodzaj wolności nie
tylko samodzielnie wybiera, ale również jest posłuszne swoim wewnętrznym wskazówkom.
Według Marii Montessori dziecko „podąża długą i wąską drogą do perfekcji i staje się
panem własnego domu”.
Dyscyplina i wolność jako dwie strony medalu
„Bycie wolnym oznacza umiejętność samokontroli (samodyscypliny)”. Dziecko nie traci czasu
na bezcelowe zajęcia i nie jest przez nie pobudzane. Zamiast tego samodzielnie wybiera
sobie pracę, która mu się podoba i jest na tyle skoncentrowane, że inne bodźce pozostają
niezauważone. Kiedy zaangażuje się w wykonywane przez siebie zadanie pojawia się
dyscyplina.
E.M. Standing w swojej książce „Maria Montessori – jej życie i praca” sugeruje, że
prawdziwa wolność wyboru połączona jest z możliwością myślenia i rozumowania, ponieważ
każdy akt wyboru poprzedzany jest przez aktywność intelektualną, czyli ocenę. Myśląc
o dziecku, które każdą czynność poprzedza przemyśleniem i oceną opisalibyśmy je jako
dziecko zdyscyplinowane. Według Standing dziecko zdyscyplinowane to również dziecko
mające wolność wyboru.
Musimy sobie jednak zdawać sprawę, że wolność jest niezbędna do osiągnięcia
prawdziwego posłuszeństwa. Jest to jednak „dobrowolne posłuszeństwo”, które jest
wybrane przez dziecko, a nie narzucone. Wola i posłuszeństwo idą razem ręka w rękę,
umiejętność bycia posłusznym zależy od rozwoju u dziecka siły woli. Dlatego musimy
wzmacniać wolę dziecka, aby mogło być posłuszne i kontrolować się, czyli osiągnąć
samodyscyplinę.
Dyscyplina i wolność w otoczeniu Montessori
Maria Montessori opisała swoją klasę słowami: „Pomimo swobodnego zachowania
dzieci sprawiały wrażenie niezwykle zdyscyplinowanych”. Ten rodzaj dyscypliny
można osiągnąć dzięki odpowiednio przygotowanemu otoczeniu, które zawiera jednak
pewne ograniczenia tzn. zachęca ono tylko do dobrych zajęć, ponieważ prowadzą one
do porządku, harmonii, samorozwoju i dyscypliny. W tak przygotowanym otoczeniu
nauczyciele są tylko biernymi obserwatorami, którzy dostarczają odpowiednich materiałów.
Fakt, że dziecko dokonuje samodzielnego wyboru zadania pozwala na samodzielną naukę
i przynosi satysfakcję. Dzieci odgrywają ważną rolę w wyborze materiałów, ponieważ nawet
dobrze przygotowane materiały zostaną usunięte z otoczenia, jeżeli nie są wybierane
przez dzieci.
Wolność dziecka powinna być ograniczona jedynie przez wspólne dobro, jego formą jest to
co nazywamy dobrym wychowaniem. Dziecko samo wybiera zajęcia, jednak kiedy jego
zachowanie zaczyna szkodzić lub obrażać innych, zostanie powstrzymane.
Podstawowe ograniczenia
Mały Marcin potrafił wycinać nożyczkami wzdłuż linii, ale pewnego dnia postanowił obciąć
nożyczkami włosy kolegi. Widząc to nauczycielka natychmiast zainterweniowała,
powstrzymując go. Maria Montessori twierdziła również: „Nigdy nie dawajmy dzieciom
narzędzi dopóki nie są gotowe ich używać”. Nieodpowiednie użycie nożyczek przez Marcina
nie prowadziłoby do rozwoju, dlatego należało to działanie powstrzymać. Nauczyciel
Montessori pokazuje dziecku jak używać materiałów zanim dziecko wybierze zadanie.
W ten sposób nauczyciel daje dziecku wolność. Dziecko wykonuje ćwiczenie wykorzystując
własne umiejętności, po zakończeniu zadania pokazuje je wychowawcy i pyta czy dobrze
zostało wykonane. W tym momencie nauczyciel powinien zachęcić dziecko do pracy
samodzielnej, w harmonii wolności i dyscypliny. „Dziecko nie chce, aby mu mówić co
robić, albo jak to robić – broni się przed taką pomocą”. Wybór i wykonanie jakiejś
czynności są bowiem prawem i zwycięstwem wolnej duszy.
Dwu i pół letni Tomek zawsze wybiera ćwiczenia nalewania i wykonuje je raz po raz, nigdy
się nie męcząc. Nie byłby w stanie wyjaśnić dlaczego wybiera to zadanie, ale jego wybór
wyjaśnia nam jego potrzeby. W tym konkretnym momencie życia potrzebuje bowiem lepszej
koordynacji rąk, aby przygotować się do prac, które pojawią się później. W swoim
postępowaniu kieruje się wewnętrznym rozsądkiem, dlatego im więcej otrzyma wolności tym
bardziej stanie się wrażliwy na swoje wewnętrzne potrzeby. Wykonując pracę Tomek,
zamiast tracić siły na bezsensowne zajęcia, zaspakaja swoje potrzeby, dzięki którym się
rozwija. A według Marii Montessori „prawdziwa wolność jest konsekwencją rozwoju”.
Może to jednak nastąpić w odpowiednio przygotowanym otoczeniu z koniecznymi
ograniczeniami. Nauczyciel Montessori wie jak radzić sobie z dziećmi, które zachowują się
nieodpowiednio. Zamiast je karcić proponuje im inne zajęcia. Pozwala to dziecku na dalszą
harmonijną pracę. Nauczyciel zachęca dziecko do dokonywania własnych wyborów i w ten
sposób pozostawia mu wolność. Dziecko wykorzystuje wolność i wskazówki wewnętrznej
dyscypliny do dokończenia wybranego zadania. Będzie usatysfakcjonowane i zadowolone.
Na koniec warto jeszcze przytoczyć słowa Marii Montessori: „Pozostawmy dziecku
wolność rozwoju w granicach dobra i obserwujmy rozwój tego wewnętrznego
życia. Wolność i dyscyplina to bowiem dwie rzeczy, które zawsze występują razem,
ponieważ są aspektami tej samej rzeczy i jeśli w grupie brakuje dyscypliny musi istnieć jakiś
problem z wolnością”.
Dyscyplina i wolność wydają się rozwiązywać problem, który dotąd wydawał się
nierozwiązywalny. Odpowiedz leży w uzyskiwaniu dyscypliny poprzez pozostawienie
wolności. Dzieci, które w sposób wolny wybierają swoją pracę, są zaangażowane każde we
własne zadanie, jednak wszystkie należą do jednej grupy i sprawiają wrażenie doskonałej
dyscypliny.
Bibliografia:
„Chłonny umysł” Maria Montessori
„Odkrycie dziecka” Maria Montessori
„Metoda Montessori” Maria Montessori
„Sekret dzieciństwa” Maria Montessori
„Maria Montessori: jej życie i praca” E.M. Standing
„Montessori dzisiaj” Paula Polk Lillard
sobota, 18 stycznia 2014
Czy warto przyklejać dzieciom etykiety?
Rodzicom bardzo łatwo jest przyklejać dzieciom etykietki. „On jest taki utalentowany”, „Z niej jest taka złośnica” - takie zdania wypowiadamy bez namysłu. Smutne jest to, że oczekujemy od dzieci bycia dokładnie takimi, jakimi je właśnie opisaliśmy, a one zazwyczaj spełniają nasze oczekiwania. Niektórzy ludzie uważają, że jedynie negatywne „łatki” są złe. Nigdy nie nazwaliby swojego dziecka “grubym” lub “głupim”. Niemniej pozytywne etykiety również mają swoje złe strony. Dziecko uznane za “uzdolnione” może mieć trudności z przyjęciem presji związanej z byciem uzdolnionym, może też uważać, że zawiodło rodziców, jeśli nie ma najwyższych wyników. Dziecko stara się sprostać przyznanym sobie etykietom, niezależnie od tego, jakie one są.
Dzieci zastanawiają się, czy byłyby równie kochane, gdyby nie były takie ładne lub zabawne lub grzeczne. Przyklejanie dziecku etykiety często ogranicza jego możliwości odkrywania innych aspektów siebie samego, ponieważ martwi się ono, że straci podziw i miłość innych, jeśli nie będzie odpowiadało swojej "etykiecie".
Samospełniające przepowiednie
“Etykietki” nie zawsze pochodzą z zewnątrz. Dzieci często same wymyślają je dla siebie na podstawie swojego zachowania i komentarzy innych. Mogą się uważać za niezgrabne, jeśli są wybierane jako ostatnie do drużyny sportowej, lub za "kiepskie z matematyki" po otrzymaniu złej oceny z testu.
Tak samo jak w przypadku łatek przyklejonych przez innych, te wymyślone samodzielnie mają tendencje do pozostawania z dzieckiem na zawsze. Stają się również samospełniającymi przepowiedniami kiedy zaczyna się aktywnie szukać zachowań, które odpowiadają definicji. Dziecko, które myśli o sobie jako o osobie grubej, może zacząć jeść znacznie więcej, aby udowodnić samemu sobie, że faktycznie jest grube.
Przyklejając dziecku etykietę, ograniczamy je do jednego lub dwóch słów. Nie ma możliwości, by te dwa słowa choć w części podsumowywały to, kim jest nasze dziecko i jakie są jego możliwości. Etykiety zawsze są ograniczające.
Czy możemy mówić o umiejętnościach dziecka lub jego potencjale bez niebezpiecznych skutków ubocznych w postaci nadawania etykiet? Myślę że możemy, ale musimy być bardzo, bardzo ostrożni w tym co robimy.
Większość z nas na pewno słyszała o słynnym badaniu sprzed wielu lat, kiedy nauczycielom przedstawiono klasę dzieci i poinformowano, że połowa z nich jest uzdolniona, a druga
połowa ma inteligencję poniżej średniej, chociaż dzieci miały podobne możliwości. Pod koniec roku szkolnego dzieci „uzdolnione” miały lepsze oceny i wyniki testów
niż dzieci „gorsze”.
Wniosek: Dzieci spełniają oczekiwania otaczających je dorosłych. Jeśli oczekujemy, że będą
sobie dobrze radzić, tak się dzieje. Jeśli nie oczekujemy dobrych wyników, zazwyczaj ich nie
osiągają.
Etykiety mają ogromną moc.
Dlatego pamiętajmy, aby korzystać z nich ostrożnie!
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Montessori w domu- zadania dla pięciolatka.
Jeśli macie w domu pięciolatka gotowego do pomocy w domu to poniżej umieszczam listę zadań domowych które z łatwością może wykonać. Tę samą listę możemy wykorzystać mając starsze dzieci. To pomoże im poczuć się ważnym w domu, pomoże poczuć im się potrzebnym. Bo na pewno nie chodzi tu o to aby traktować dziecko jak bóstwo i wyręczać je w codziennych czynnościach, lub upierać się że ja zrobię to lepiej niż dziecko bo po dziecku muszę poprawiać i mam dwa razy więcej roboty.
Zadania dla pięciolatka:
Zadania dla pięciolatka:
- Pomoc w planowaniu posiłków i zakupów spożywczych.
- Robienie sobie kanapek i prostego śniadania. Sprzątanie po sobie.
- Nalewanie sobie napoju.
- Nakrywanie do obiadu.
- Darcie liści sałaty do sałatki.
- Odmierzanie i wsypywanie/wlewanie składników według przepisu.
- Ścielenie łóżka i sprzątanie pokoju.
- Ubieranie się i wybieranie sobie stroju.
- Szorowanie zlewu, toalety i wanny.
- Czyszczenie luster i okien.
- Segregowanie ubrań do prania.
- Poprawne odbieranie telefonu i wybieranie numeru.
- Porządkowanie podwórka.
- Płacenie przy drobnych zakupach.
- Pomoc przy czyszczeniu samochodu.
- Wynoszenie śmieci.
- Pomoc przy podejmowaniu rodzinnych decyzji w sprawie wspólnego spędzania
- wolnego czasu.
- Nauka wiązania sznurowadeł.
- Karmienie domowych zwierząt i czyszczenie ich klatek/legowisk.
wtorek, 7 stycznia 2014
Montessori w domu dla trzylatka i czterolatka
Dziś kolejna lista obowiązków domowych- tym razem dla trzylatka i czterolatka :) Zadania z tej i poprzedniej listy się kumulują, co oznacza że dziecko trzyletnie może wykonywać zadania z listy dla dwulatka, itd .
Zadania dla trzylatka i czterolatka:
- Nakrywanie do stołu
- Odkładanie na miejsce produktów spożywczych
- Pomoc przy układaniu listy zakupów spożywczych i przy zakupach
- Czyszczenie i polerowanie butów
- Karmienie domowego zwierzęcia według określonego harmonogramu
- Podlewanie roślin domowych
- Pomoc przy pracach na podwórku i w ogrodzie
- Ścielenie łóżek
- Odkurzanie
- Pomoc przy zmywaniu i wkładaniu naczyń do zmywarki
- Ścieranie kurzu z mebli
- Smarowanie masłem kanapek
- Przygotowanie płatków śniadaniowych z mlekiem na zimno
- Pomoc w przygotowywaniu talerzy z jedzeniem do rodzinnego obiadu
- Przygotowywanie prostych deserów (galaretka, jogurt)
- Wyjmowanie listów ze skrzynki
- Składanie wypranych rzeczy
- Temperowanie ołówków
piątek, 3 stycznia 2014
Noworocznie
Nowy rok i nowe postanowienia :) Macie takie?
Święta minęły szybko, za szybko. Pierwsze święta z dziewczynkami były czymś nowym zarówno dla nas jak i dziewczynek. Wyjazd do rodziny trochę zabrał nam czasu i chcąc nie chcąc zaniedbałam bloga.
Ja zaczęłam Nowy Rok od zabiegu palca od stopy więc na razie odpoczywam, natomiast dziewczynki zaczęły rok od poznawania nowych smaków :) Oczywiście próbowały już banana, mandarynkę i inne pyszności ale tylko na języczek :)
Dziś bliźniaczki kończą 4 miesiące! To już 4 miesiące (3 korygowane). Czas pędzi zdecydowanie za szybko.
Jestem na etapie wybierania i przebierania w gotowych daniach dla maluszków. Jest tego tyle że aż głowa boli. Na rynku jest wiele znanych firm pytanie którą wybrać. A może gotować samemu? No tak, niby gotowanie samemu przynosi przyjemność bo wiemy że zrobiliśmy to my i dajemy to maluszkowi, a nie ma nic lepszego niż mamina kuchnia (nawet ta przypalona ;)) ale z drugiej strony nie wszędzie jest łatwy dostęp do warzyw bio, a takowe są najlepsze i najzdrowsze. W zimie niestety nie posadzę na ogrodzie warzyw bo za zimno a do lata czekać nie mogę na świeże warzywa z babcinego ogródka. Dlatego wybieram słoiczki. Zapewne metodą prób i błędów wybierzemy odpowiednie dla dziewczynek. Każda z nich jest inna i nie zdziwię się jak każda z nich polubi inną firmę ;))
Oczywiście postępujemy ściśle wg wykresu żywienia niemowląt tak aby nie wprowadzać czegoś za szybko z troską o brzuszki maluszków :)
Trzymajcie kciuki za maluszki i ich brzuszki! :)
Święta minęły szybko, za szybko. Pierwsze święta z dziewczynkami były czymś nowym zarówno dla nas jak i dziewczynek. Wyjazd do rodziny trochę zabrał nam czasu i chcąc nie chcąc zaniedbałam bloga.
Ja zaczęłam Nowy Rok od zabiegu palca od stopy więc na razie odpoczywam, natomiast dziewczynki zaczęły rok od poznawania nowych smaków :) Oczywiście próbowały już banana, mandarynkę i inne pyszności ale tylko na języczek :)
Dziś bliźniaczki kończą 4 miesiące! To już 4 miesiące (3 korygowane). Czas pędzi zdecydowanie za szybko.
Jestem na etapie wybierania i przebierania w gotowych daniach dla maluszków. Jest tego tyle że aż głowa boli. Na rynku jest wiele znanych firm pytanie którą wybrać. A może gotować samemu? No tak, niby gotowanie samemu przynosi przyjemność bo wiemy że zrobiliśmy to my i dajemy to maluszkowi, a nie ma nic lepszego niż mamina kuchnia (nawet ta przypalona ;)) ale z drugiej strony nie wszędzie jest łatwy dostęp do warzyw bio, a takowe są najlepsze i najzdrowsze. W zimie niestety nie posadzę na ogrodzie warzyw bo za zimno a do lata czekać nie mogę na świeże warzywa z babcinego ogródka. Dlatego wybieram słoiczki. Zapewne metodą prób i błędów wybierzemy odpowiednie dla dziewczynek. Każda z nich jest inna i nie zdziwię się jak każda z nich polubi inną firmę ;))
Oczywiście postępujemy ściśle wg wykresu żywienia niemowląt tak aby nie wprowadzać czegoś za szybko z troską o brzuszki maluszków :)
Trzymajcie kciuki za maluszki i ich brzuszki! :)
środa, 25 grudnia 2013
piątek, 20 grudnia 2013
Why cry?
Odwieczny problem młodych mam...
Dlaczego moje dziecko płacze? Głodne? Ma coś w pieluszce? Kaprysi bo chce na ręce? Jest zmęczone? Co mu jest?!?!?!
No i tak oto ktoś mądry wynalazł coś takiego jak "Why cry".
To małe urządzenie pokazuje rodzicom dlaczego nasz maluszek płacze. Z opisu wynika iż robi to w niecałe 10 sekund i robi to z prawie 100% dokładnością. Reklamy głoszą hasło, że nie łatwo jest być idealnym rodzicem. Oczywiście że nie jest łatwo być ideałem dla naszych dzieci i nawet nie musimy być idealni w tym co robimy. Możemy mylić się i zastanawiać się dlaczego nasze dziecko płacze.
Moje podejście do tego urządzenia jest trochę sceptyczne. bo mimo iż uważam że matka powinna ułatwiać sobie życie różnymi gadżetami dostępnymi na rynku, to jest MATKĄ!
Każda matka po pewnym czasie spędzonym z maluszkiem rozróżnia płacz dziecka i wie czy dziecko jest głodne, coś maluszka boli, a może po prostu chce się przytulić. Spędzając czas razem uczymy się siebie co jest najważniejsze w rozumieniu dziecka i nic nigdy nie zrozumie tak dobrze maluszka jak rodzic.
Dzięki temu urządzeniu dziecko ma być szczęśliwe i mądrzejsze. Wydaję mi się że dziecko będzie szczęśliwsze w momencie gdy rodzic nauczy się rozumieć potrzeby swojego malucha, a nie będzie polegać na urządzeniu którego w pewnych momentach może zabraknąć.
Oczywiście każdy ma swoją opinie na temat dowolnego produktu. Moim zdaniem jest on zbędny w moim życiu ponieważ ja sama chce uczyć się potrzeb swoich dzieci i nauczyć się je rozumieć. Nie chce żeby robiło to za mnie urządzenie.
wtorek, 17 grudnia 2013
Przesypywanie ryżu, przelewanie wody
Co przygotować?
W momencie gdy dziecko ukończy 18 miesięcy, zachęcaj je do przesypywania ryżu z jednego małego dzbanuszka do drugiego, a następnie do przesypywania piasku w ten sam sposób.
Gdy dziecko opanuję tę czynność, pozwól mu przelewać wodę.
piątek, 13 grudnia 2013
Ekspres do mleka
Jako mama bliźniaków ciągle wyszukuję luki wolnego czasu. Czasami po prostu go nie ma.
Małe marudzą od rana do wieczora bo pogoda zła i na spacer iść nie możemy, albo po prostu mają muchy w nosie i nic ich nie interesuje. Ale trzeba zacisnąć zęby i z dzieckiem na rękach wypakować naczynia ze zmywarki, a nogą kołysać drugą pannę w leżaczku. Oczywiście zdarzają się dni takie jak dziś, że mam chwilę wolnego, mogę usiąść i coś napisać:)
Ostatnio przeszukując internet i szukając ciekawych rzeczy natknęłam się na ekspres do mleka. Sama jestem kawoszką i mam ekspres do kawy :D Dlaczego nie mieć ekspresu do mleka?
Wydatek to dość spory (ok 400 zł) zwłaszcza przy bliźniakach bo kupujemy wszystko razy dwa, ale czasem oddałabym wszystko za 20 min snu więcej ;)
Taki ekspres trzyma wodę w stałej temp gotowej do podania dziecku -czyli koniec ze staniem przy podgrzewaczu czy kuchence i sprawdzaniem czy woda jest ok. Ileż to razy musieliśmy studzić wodę bo podgrzało się ją za bardzo no i kolejne minuty lecą a dziecko z głodu krzyczy.
Ale na trzymaniu stałej temperatury wody funkcję tego urządzenia się nie kończą. Możemy użyć go jako sterylizatora do butelek (koniec z gotowaniem wody i wyparzaniem butelek), oraz funkcje podgrzewacza do słoiczków.
Tak jestem wygodną mama i chcę sobie ułatwiać życie przy dwójce dzieci. Co w tym złego?
Myślę że niejednej mamie również pomogłoby to zaoszczędzić trochę czasu.
W sklepach internetowych (i nie tylko) możemy znaleźć wiele udogodnień dla siebie, które pomogą nam w zaoszczędzeniu czasu dla siebie. W końcu matka też człowiek potrzebuje chwili dla siebie:)
środa, 11 grudnia 2013
Angielski dla dzieci
Oj tak, nie ma nic gorszego niż ambitni rodzice. Nie ma nic gorszego, niż rodzic który uważa że jego dziecko po 3 godzinach tygodniowo będzie mówić w języku obcym jak rodowy mieszkaniec innego państwa.
Niestety jako nauczyciel spotykam się właśnie z takimi opiniami i takimi oczekiwaniami.
Rodzice są przekonani że zapisywanie dziecka (które jeszcze dobrze nie mówi w języku ojczystym) na zajęcia z języka obcego w przedszkolu lub poza przedszkolem, które odbywają się 3 razy w tygodniu po godzinie przyniesie natychmiastowe rezultaty.
Ku zaskoczeniu rodziców tak się nie dzieje. Dlaczego? I tu padają oskarżenia wobec nauczycieli: bo nie umie uczyć, nie ma podejścia do dzieci, itd.
A prawda jest zupełnie inna.
Istnieje coś takiego jak "wykres dynamiki okresu przejściowego" który pokazuje kiedy jest odpowiedni czas na naukę języka obcego.
Dla dziecka które nie posługuje się jeszcze w 100% językiem ojczystym, nauka j. obcego kilka razy w tygodniu jest świetną zabawą i przygotowaniem do nauki języka w odpowiednim czasie. Oczywiście dziecko wyniesie coś z tych lekcji, ale pamiętajmy że to ma być dla takiego dziecka zabawa:)
Jakiś rodzic zarzuci nam: " Ale dziecko sąsiadów jest już dwujęzyczne a język ojczysty cały czas nie jest opanowany". Tak jest to możliwe ale tylko i wyłącznie w momencie gdy takie dziecko obcuje z j.obcym na co dzień, np jeden z rodziców jest obcokrajowcem.
Dlatego dajmy swoim maluchom czas. Naukę j.obcych traktujmy jako zabawę, a ta zabawa w odpowiednim czasie przyniesie rezultaty na jakie czekamy !
W zakładce " Angielski dla dzieci" przedstawię Wam rodzicom pomysły na zabawy z językiem, dzięki którym spędzicie miło czas ze swoimi pociechami a jednocześnie pozwolicie dziecku oswoić się z nowymi dźwiękami oraz słowami :)
piątek, 6 grudnia 2013
Stymulowanie zmysłów.
Witam się Mikołajkowo :)
Ta pogoda skłania do siedzenia cały dzień pod pierzyną i do picia gorącej czekolady, jednakże przy dwójce małych bąbelków można o tym pierwszym zapomnieć, a czekoladę można wypić ale w biegu :))
Do tego małe dziś bez spaceru co oznacza że same nie wiedzą czego chcą- czy na ręce, na leżaczek, łóżeczko czy może wózek?? Najlepiej pokrzyczeć dziś wszędzie gdzie się da ;)
Dlatego dziś pisze z Marysią na kolanach która wącha skórkę od mandarynki :)
Święta za pasem, do tego zaczynamy masę przygotowań. Jak to może pomóc dziecku w stymulowaniu zmysłów?
Od pierwszych dni dziecka starajmy się rozwijać jego zainteresowanie, stosując proste ćwiczenia stymulujące zmysły.
Na każe ćwiczenie poświęćmy minutę, przez co cala sesja ćwiczeń potrwa dłużej, niż sześć minut. Całą serie powtarzaj trzy razy dziennie:)
Jak to pomaga dziecku w uczeniu się?
Dziecko uczy się dzięki pięciu zmysłom i dzięki ruchowi. Im bardziej stymulujemy każdy ze zmysłow, tym lepiej kształtują się drogi prowadzące do poszczególnych części mózgu. Najlepiej wykonywać ćwiczenia gdy dziecko jest odprężone.
Przykładowe ćwiczenia:
wzrok- pokazuj obrazki stymulujące wzrok: pawie oczko czy szachownicę
dotyk- minutka delikatnego dotykania skóry, dmuchanie delikatne brzuszka czy stóp dziecka
słuch- zabawa dzwoneczkiem lub grzechotką
węch- daj dziecku do powąchania przyjemnie pachnące przyprawy, perfumy lub zioła
smak- zanurz patyczek higieniczny w soku pomarańczowym lub w czymś, co bedzie miało przyjemny dla dziecka smak. Dotknij zwilżonym patyczkiem języczek dziecka.
ruch- kołysz dziecko
Rodzicu!
Zawsze mów dziecku, czego w danym momencie doświadcza, np. "To jest cynamon, to dźwięk dzwoneczka, itd"
Pamiętajmy również o zmianie kolejności ćwiczeń w kolejnych seriach :)
Ta pogoda skłania do siedzenia cały dzień pod pierzyną i do picia gorącej czekolady, jednakże przy dwójce małych bąbelków można o tym pierwszym zapomnieć, a czekoladę można wypić ale w biegu :))
Do tego małe dziś bez spaceru co oznacza że same nie wiedzą czego chcą- czy na ręce, na leżaczek, łóżeczko czy może wózek?? Najlepiej pokrzyczeć dziś wszędzie gdzie się da ;)
Dlatego dziś pisze z Marysią na kolanach która wącha skórkę od mandarynki :)
Święta za pasem, do tego zaczynamy masę przygotowań. Jak to może pomóc dziecku w stymulowaniu zmysłów?
Od pierwszych dni dziecka starajmy się rozwijać jego zainteresowanie, stosując proste ćwiczenia stymulujące zmysły.
Na każe ćwiczenie poświęćmy minutę, przez co cala sesja ćwiczeń potrwa dłużej, niż sześć minut. Całą serie powtarzaj trzy razy dziennie:)
Jak to pomaga dziecku w uczeniu się?
Dziecko uczy się dzięki pięciu zmysłom i dzięki ruchowi. Im bardziej stymulujemy każdy ze zmysłow, tym lepiej kształtują się drogi prowadzące do poszczególnych części mózgu. Najlepiej wykonywać ćwiczenia gdy dziecko jest odprężone.
Przykładowe ćwiczenia:
wzrok- pokazuj obrazki stymulujące wzrok: pawie oczko czy szachownicę
dotyk- minutka delikatnego dotykania skóry, dmuchanie delikatne brzuszka czy stóp dziecka
słuch- zabawa dzwoneczkiem lub grzechotką
węch- daj dziecku do powąchania przyjemnie pachnące przyprawy, perfumy lub zioła
smak- zanurz patyczek higieniczny w soku pomarańczowym lub w czymś, co bedzie miało przyjemny dla dziecka smak. Dotknij zwilżonym patyczkiem języczek dziecka.
ruch- kołysz dziecko
Rodzicu!
Zawsze mów dziecku, czego w danym momencie doświadcza, np. "To jest cynamon, to dźwięk dzwoneczka, itd"
Pamiętajmy również o zmianie kolejności ćwiczeń w kolejnych seriach :)
wtorek, 3 grudnia 2013
Pierwsze puzzle
Coraz bliżej święta a jeszcze bliżej mikołajki. Co kupić aby podobało się maluchowi, a jednocześnie rozwijało?
Bardzo polecam drewniane puzzle, dzięki którym dziecko będzie mieć świetną zabawę a jednocześnie będzie ćwiczyć paluszki.
Między 12 miesiącem a drugim rokiem życia dziecka nadchodzi moment, żeby wprowadzić pierwsze układanki. Pamiętaj rodzicu, żeby fragmenty były duże i kolorowe oraz żeby mogły być łatwo dopasowywane.
Na początek zacznijmy od dwóch lub trzech dużych elementów takich jak: koła, kwadraty lub trójkąty. Do elementów powinny być przytwierdzone uchwyty, za które można je łatwo chwycić.
Dla umysłu:
Układanki uczą dziecko podstaw logicznego myślenia a chwytanie uchwytów na elementach pozwala ćwiczyć skomplikowane ruchy palców, mające później pomóc w trzymaniu ołówka.
Rodzicu!
Jeśli początkowo dziecko ma problem z dopasowaniem odpowiedniego kształtu do otworu chwyć malucha za rączkę i naprowadź na odpowiedni otwór. Następnie pozwól dziecku samemu dopasować odpowiednio fragment układanki do otworu :)
niedziela, 1 grudnia 2013
Dzieci są mistrzami dorosłych.
Dorośli nie są ani uprawnieni, ani zdolni do tego by wychowując formować dziecko na swoje podobieństwo, gdyż sami są osobami o rysach destrukcyjnych.
To nie dziecko wymaga wychowania lecz dorosły... To nie dzieci uczą się od rodziców i nauczycieli, ale rodzice i nauczyciele od dzieci.
Maria Montessori mówiła że:
To nie dziecko wymaga wychowania lecz dorosły... To nie dzieci uczą się od rodziców i nauczycieli, ale rodzice i nauczyciele od dzieci.
Maria Montessori mówiła że:
" Dorośli nie są w stanie wychowywać dzieci w pozytywnym tego słowa znaczeniu, ponieważ sami przesiąknięci są tendencjami destrukcyjnymi".
Dorośli ciągle trwają w niszczącym dążeniu do władzy oraz żyją w egoizmie, dlatego to my powinniśmy uczyć się od dzieci a nie one od nas.
piątek, 29 listopada 2013
Jeden dzień z życia bliźniaka..
Dzień dobry:)
Dziś cały dzień z małym poślizgiem, ale przecież czasem możemy pozwolić sobie na odrobinę lenistwa zwłaszcza w momencie gdy dzieci nam na to pozwalają:)
Czas ucieka mi aż za szybko. Małe wymagają ode mnie coraz więcej uwagi a do tego brzuszkowe problemy Marysi cały czas dają o sobie znać.
Pod wieczór czeka nas wizyta u ortopedy i sprawdzanie bioderek a na koniec o ile panny pójdą grzecznie spać (co im się ostatnio rzadko zdarza) poszukam ciekawych
zabawek drewnianych bo mikołajki za chwile :)
Miłego popołudnia!
Dziś cały dzień z małym poślizgiem, ale przecież czasem możemy pozwolić sobie na odrobinę lenistwa zwłaszcza w momencie gdy dzieci nam na to pozwalają:)
Czas ucieka mi aż za szybko. Małe wymagają ode mnie coraz więcej uwagi a do tego brzuszkowe problemy Marysi cały czas dają o sobie znać.
Pod wieczór czeka nas wizyta u ortopedy i sprawdzanie bioderek a na koniec o ile panny pójdą grzecznie spać (co im się ostatnio rzadko zdarza) poszukam ciekawych
zabawek drewnianych bo mikołajki za chwile :)
Miłego popołudnia!
środa, 27 listopada 2013
Zabawa z kolorami.
Większość z nas zna zapewne grę w kulki :) dawniej dzieci grały w grę która zaczyna się od wykopania dołka w ubitej ziemi, ew. od narysowania niewielkiego kółka kredą. Potem zawodnicy rzucają kolejno kulkami w ten dołek lub pole. Kto trafi - wygrywa kulkę, kto przy okazji zepchnie inne kulki - również i je wygrywa.
Ale czy wiecie ze takie szklane kuleczki mogą służyć dzieciom do nauki kolorów i przy okazji usprawniania paluszków?
Wystarczy kupić po kilka sztuk kuleczek z każdego koloru i kazać dzieciom włożyć odpowiedni kolor kuleczki do miseczki lub położyć na karteczkę w tym samym kolorze:)
Ćwiczenie które pozwala nam sięgać po kuleczkę ma na celu wypracowanie koordynacji ruchów paluszków. Dzięki temu nasze maluchy przygotowują się do poprawnego trzymania kredek ołówkowych a w późniejszym czasie ołówka.
Na koniec oczywiście polecam prawdziwa grę w kulki :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





