wtorek, 24 lutego 2015

Gotuje ja, gotujesz TY



Lubicie gotować?
Ja od jakiegoś czasu spędzam w kuchni o wiele więcej czasu niż przed ciążą. Wychodzą mi bardziej ambitne potrawy niż tosty i spaghetti, a zadowolone twarze bliskich podczas jedzenia sprawiają mi ogrom przyjemności.
Uwielbiam kuchnie orientalną i aromatyczne, wyraziste przyprawy które jej towarzyszą. Niestety w miecie w którym mieszkam nie ma sklepu typu "Kuchnie świata" i połowę przypraw jest niedostępnych ku mojej rozpaczy. Dostęp do wielu warzyw czy owoców też jest ograniczony, choć w sklepach typu Lidl czy Biedronka spotykam coraz więcej egzotycznych owoców. Aby jednak dostać świeże owoce można trzeba wybrać się już trochę dalej. Ostatnio mam w planach poszerzanie diety dziewczynką właśnie o owoce morza. I nie mówię tu o codziennym serwowaniu krewetek czy przegrzebek, ale o sporadyczne degustowanie tego czego jeszcze nie znają, bo dlaczego mają się ograniczać żywieniowo tylko do tego co znajduje się u nas w kraju? Niedługo wybieramy się na zakupy do Makro aby zaopatrzyć się w większą ilość przypraw oraz owoce morza, które wylądują na talerzu dziewczyn. 

A co ja uwielbiam? Ja uwielbiam kurczaka curry którego robię z ryżem jaśminowym. Przepis na curry znajdziecie o tu klik. 
Kolejne przepyszne danie pochodzi z książki kucharskiej Nigelli Lawson "Kuchnia", ale również ten przepis możecie znaleźć o tu klik . Jest to przepyszny kurczak w estragonie, polany sosem śmietanowym z białym wermutem lub białym winem półwytrawnym.
I oczywiście kolejna strona z której czerpie pomysły na obiadokolacje to Przepisy Kuchni Chinskiej.
O ile Pan który pojawia się na niektórych filmach jak dla mnie jest bardzo irytujący, tak dania są przepyszne. Jeśli ktoś lubi smaki Azji koniecznie niech wybierze się na tą stronę szukając inspiracji. No chyba że znacie inne nieznane mi blogi z orientalną kuchnią to piszcie w komentarzach! :)

wtorek, 17 lutego 2015

Jestem kobietą



Ostatnimi czasy coraz więcej czasu poświęcam sobie. Dziewczyny są najważniejsze w moim życiu, ale czas zadbać również i o siebie.
Kiedy dziewczyny się urodziły i wyszłam pierwszy raz na zakupy chodząc po dziale damskim wybierałam kolejne ciuchy. Szłam do przymierzalni wybierałam co mi pasowało i .... szłam na dział dziecięcy.  Tam wszystkie damskie ciuchy wędrowały na wieszak i rzucałam się w szał zakupów dla dziewczyn. Wychodziłam z pełnymi torbami, ale w nich nie było nic dla mnie. Owszem wybierałam się od czasu do czasu po jakiś kosmetyk co by jakoś wyglądać ale nie zwracałam uwagi na markę. Brałam mniej więcej sprawdzone produkty w promocji i szłam do kasy nie przeliczając ile stracę na jakości.
Teraz czas na zmiany. Postanowiłam zadbać o samą siebie tak jak robiłam to przed ciążą, no bo w końcu siebie też trzeba rozpieszczać!! Nie tylko dzieci. 
A więc do dzieła!

1. Przyszedł czas na nowego fryzjera. Powiem szczerze że poszukałam w internecie tego z najlepszymi opiniami, poszłam i ? Wyszłam pozytywnie zaskoczona. Warto zainwestować w dobrego fryzjera, który doradzi Ci co najlepsze, wytłumaczy na czym dana rzecz polega i przede wszystkim zna się na tym co robi! Ja skorzystałam z usług salonu KRUK-owski style . Już za tydzień tam wracam aby odświeżyć swój kolor i fryzurę :)

2. Kosmetyki. Zawsze kupowałam te które można było dostać w każdej drogerii. Kupowałam zazwyczaj w drogeriach superpharm ponieważ tam najczęściej spotykałam ciekawe promocje. Niestety nie raz eyeliner czy tusz do rzęs po 3 użyciach nadawał się do wyrzucenia. Wszystkie podkłady zazwyczaj bardzo szybko się kończyły ponieważ wszystko co na nich miałam bardzo szybko schodziło. Godzina drogi do szkoły i szybko trzeba było poprawiać make up. Syzyfowa praca ponieważ malujesz się, za chwilę już nie widać tego co miało się na twarzy. Malowanie kilka razy dziennie równa się większe zużycie materiału. I tak było do momentu aż nie było mi dane wypróbować magicznej mocy podkładu od Estee Lauder. Cudo. Rano zrobiłam makijaż i wieczorem było wszystko na miejscu. Fakt cena powala, ale uważam że warto wydać na coś co posłuży nam naprawdę długo. 

3. Czas na ćwiczenia. Orbiterek który tak długo się kurzył w końcu odżył ! :) Do tego treningi z Ewą Chodakowską i samopoczucie o wiele lepsze. Do tego zdrowa dieta i można góry przenosić. Wykorzystuje czas kiedy dziewczyny śpią. Kiedyś siadałam na fotelu i opadałam z sił. Odpoczywałam i zbierałam siły na resztę dnia z małymi. Teraz jest inaczej.  Ruch daje mi jeszcze więcej siły do zadań które czekają na mnie za dnia.

4. Na zakupach też częściej myślę o sobie. Nie ukrywam że kuszę się na piękne sukienki dla dziewczyn ale teraz to są zakupy dla NAS a nie tylko dla NICH.

Ktoś przyłącza się do mnie? A może wszyscy daleko przede mną tylko ja tak późno zaczęłam przemianę ze zmęczonej mamuśki na super mamę? :)





niedziela, 8 lutego 2015

CZAS START


Czas. Ostatnio wydaję mi się że mam go coraz mniej. Tyle do zrobienia, tyle terminów goni jeden za drugim. Szkoła, praca, nasz wyjazd, ślub, wizyty u lekarzy. Sztywne daty jeszcze bardziej upewniają mnie w tym, że pomimo odległych dat mamy mało czasu.

W maju planujemy wielką przeprowadzkę, bynajmniej nie do domu w sąsiednim mieście. Razem z dziewczynami wyjeżdżamy do miasta oddalonego o ok 1362 kilometry od miejsca w którym mieszkamy aktualnie. Myśl pakowania wszystkiego tego co mamy mnie przeraża. Książki moje i dziewczyn, zabawki, ciuchy, ulubione rzeczy. Gdzie to wszystko popakować, co zabrać co zostawić? Co kupić już na miejscu, wyposażenie pokoi, kuchni- to wszystko napawa mnie ogromna ekscytacją ale również obawą.

Drugim wielkim wydarzeniem w naszym życiu do którego zostało dużo/mało czasu jest nasz ślub. Sala, suknie i bukiet wybrany. Trzeba się umówić na fryzurę próbną, załatwić zespół, fotografa. Trzeba pomyśleć nad dekoracjami, menu i innymi szczegółami. Jednym słowem zawrót głowy! Jedno załatwiam a tu trzeba już kolejne. Zastanawiam się czy ze wszystkim zdążymy, czy o niczym nie zapomnimy. A to wszystko dla jednego dnia, ale za to jakiego :)

Uciekający czas widać najbardziej po dziewczynach. Z dnia na dzień pokazują że nie są już tymi samymi niemowlakami którymi były jeszcze niedawno- nieporadnymi, w 100% zależnymi od nas. Teraz ta zależność zmniejsza się codziennie. Codziennie są coraz bardziej samodzielne. Sama kładę nacisk na ich samodzielność a później mam wyrzuty sumienia i myślę "po co ja to robię?, mają jeszcze na to czas", a tak naprawdę wiem że czas ucieka i co się nauczą teraz, zostanie w ich głowach do końca życia.

Czas... dziwne zjawisko 

piątek, 23 stycznia 2015

Akcja- reakcja


Moim marzeniem zawsze było mieć dom, partnera, dwójkę dzieci i psa. Zamiast psa mam kota, partner jest obecny w moim życiu. Mam też dwójkę dzieci, a dom niedługo będzie nasz wspólny, nasz i tylko nasz. Jednym słowem wszystko mi się udało tak jak chciałam. Mam wszystko to o czym marzyłam. Jednak gdy zobaczyłam na ekranie dwie fasolki płakałam z bezradności.
Ale jak że bliźniaki? Dlaczego ja? Ja tak nie chcę. Miała być dwójka ale nie na raz.  Jak my sobie poradzimy? Przecież to ogromne koszty. Serio? My ? Dlaczego?
Z gabinetu wyszłam z ogromnym płaczem, załamana i nie dowierzając że na świat przyjdzie dwójka dzieci na raz. Naszych dzieci.
Jak tylko zaczęły się problemy w ciąży leżąc w szpitalu, liczyłam dni do wyjścia, przecież muszę iść do pracy, zarobić coś żeby móc kupić za coś ciuchy, łóżeczka, wózek. To wszytko kosztuje dla jednego dziecka a co dopiero dla dwóch!
Pomimo tych całych obaw kochałam już nad życie te dwa male cuda rosnące u mnie w brzuchu. Płakałam podczas każdych komplikacji, jak ruszały się za bardzo czy też za mało.
Wyprawka kosztowała ogromne pieniądze. Sam wózek 3tyś złotych (a nie był to najdroższy model wózka bliźniaczego), dwa łóżeczka 1400 złotych itd. Nie było łatwo, ale wszystko to nic. Całe te pieniądze nie znaczą nic w porównaniu do skarbu który przychodzi na świat.
Wszystkie obawy się ulotniły w chwili gdy były już one.
Teraz już wiem że bliźniaki to super sprawa! Widzę ich relacje między sobą i nie mogło być lepiej.
A kiedyś może i będzie trzecie. Ale to dalekie plany :)

Ps. Czasem mam ochotę wpakować je znów do brzucha. Tęsknie za brzuszkiem (ale tylko ciążowym :))



niedziela, 11 stycznia 2015

Moja mała rutyna




Czy wy też jesteście znudzeni codzienną rutyną?
Wstawanie o tej samej godzinie, śniadanko, zabawa, spacer/drzemka, obiad, spacer, zabawa, deser, kąpiel, kolacja i spanie. Tak właśnie wygląda mój dzień od kiedy dziewczyny są na świecie. Czasem jest wybicie z tej rutyny kiedy wyjeżdżamy w podróż lub trzeba jechać na uczelnię. 
Jednak teraz kiedy cała ta rutyna się zostanie zaburzona jestem przerażona. Czekają mnie trzy intensywne tygodnie, trzy tygodnie dawania całusa na pożegnanie i powitanie śpiącym dzieciom. Trzy tygodnie rozłąki z dziewczynami i nagle nie chcę tego wszystkiego. Chcę wrócić do tej nudnej rutyny i narzekania jak ja mam dość ciągłego siedzenia w czterech ścianach. 
Czyżby dopadł mnie lęk separacyjny? Pomimo że już raz byłyśmy poddane takiej rozłące teraz po raz kolejny jestem pełna obaw. Dokładnie tak samo jak 5 miesięcy temu. Czy one dadzą sobie rade beze mnie? Czy nie będą myśleć że je zostawiłam i nie wrócę? Czy jak wrócę będą pamiętać jak bardzo je kocham? Czy JA sobie dam radę bez nich? Właśnie, to jest kluczowe pytanie- czy JA dam radę? Dziewczynki przecież nie będą same, będą z babcią. Weekendy przecież będę w domu, a ja ciągle panikuje. 
Może mi dobrze zrobią te trzy tygodnie, może nie. Oby zleciały tak szybko jak się pojawiły. Chcę już mieć je za sobą.

środa, 7 stycznia 2015

Nasze drewniane zabawki




Od zawsze starałam się, aby w pokoju dziewczynek były drewniane zabawki. Uwielbiam je nie tylko za to że nie wydają z siebie tysiąca różnych dźwięków które z czasem doprowadzają do bólu głowy, ale za to że rozwijają kreatywność malucha, jego małą lub duża motorykę i potrafią zaspokoić ciekawość malucha.
Kolekcja dziewczynek niezmiennie się powiększa. Zaczynaliśmy od drewnianych wież, sorterów puzzli oraz klocki. Święta były kolejną okazją do tego aby zapełnić dziewczynkowe półki drewniakami.
Oto część kolekcji dziewczynek które bardzo uwielbiają:


 Puzzle uwielbiane przez dziewczyny w każdej postaci. Jak dla mnie powinny znaleźć się w każdym pokoju dziecinnym. Można je dostać już za naprawdę małe pieniążki choćby w Biedronce lub Pepco. Dziewczyny zaczynały od tych prostych które mogły wyciągać globalnie czyli całą rączką. Teraz dzięki tymi puzzlami z uchwytami ćwiczą chwyt pensetowy który przygotowuje je do trzymania ołówka. Puzzle też uczą dzieci koncentracji i rozwijają wyobraźnie.






Ta drewniana zabawka stała się hitem. Przerabiała już wiele funkcji- od tych podstawowych do których przeznaczenia została wyprodukowana po pchacz :) Dziewczynki ćwiczą sobie rączki i paluszki próbując przerzucać kolejno kuleczki.




 Nawlekanie- kolejny super sposób na rozwijanie zwinności małych paluszków. Tak naprawdę dopiero odkrywamy jak nawlekać. Dziś po raz pierwszy od świąt miałyśmy chwilę żeby poćwiczyć i nie chcąc się chwalić dziewczynki zakumały o co w tym chodzi :)






Sorter- Rozwija u dzieci koordynację ręka oko, uczy rozpoznawania kolorów i kształtów. Czasem dziewczyny idą na łatwiznę i jak nie patrzę wrzucają wszystko do większych otworów, ale mają ogromną frajdę sortując i wrzucając kształty. Szczerze wyrywają sobie tą zabawkę.




Balansujący żółwik- jest tak naprawdę równoważnią. Dla dzieci starszych jest to doskonała gra której celem jest umieszczeniem wszystkich klocków tak, aby żółwik zachował równowagę. Na razie służy nam do pokazania dziewczynom czym jest równowaga.






Tor samochodowy- dziewczyny dostały go jako przyspieszony prezent na Mikołajki. Radość na ich twarzach była ogromna jak to na widok nowej zabawki. Jest to idealna zabawka zarówno dla chłopaków i dziewczyn! Moje uwielbiają swoje "brum brum" i bawią się tym pół dnia.





Drewniane warzywa i owoce służą do nauki krojenia. Dziecko nie zatnie się używając drewnianego noża. Bardzo fajna zabawa dla młodszych i starszych dzieci. 









Drewniana wieża- zaczynaliśmy od tej najprostszej, pojedynczej jak tylko dziewczynki potrafiły siedzieć. Przed ukończeniem roku potrafiły już nakładać klocki na pałąk. Później przeszliśmy na trudniejsze. Jedna z najbardziej ulubionych zabawek dziewczynek. Gdy mam coś do zrobienia wkładam je do łóżeczka z tymi zabawkami i mogę ze spokojem zrobić to co muszę.


To jest mała część tego co mamy w pokoju :) Oczywiście dziewczynki nie mają tylko drewnianych zabawek. Znaleźć można u nas i plastikowe te grające i nie, pluszaki grające i nie oraz masę książeczek:) Codziennie możemy robić coś innego i na nudę nie narzekamy.

czwartek, 18 grudnia 2014

Wielofunkcyjna matka

Zaczyna się pięknie. Dwie kreski na teście ciążowym, widok malutkiego serduszka na ekranie i jego dźwięk. Potem już trochę gorzej- rzyga się jak kot przez cały pierwszy trymestr i dłużej. Bóle i zawroty głowy.  Człowiek chodzi struty i zaspany, a o mocnej kawie zapomnij! Wszystko co było kiedyś przysmakiem smakuje źle i wszystko jest ble.
Potem czuje się delikatne muśnięcia małego człowieczka. Za chwilę delikatne muśnięcia zamienią się w kopniaki, a na koniec wkładanie kończyn pod żebra i gdzie się da. Pęcherz robi za parkiet a skóra od środka już boli.
Rodzi się mały człowiek (a nawet dwa) w bólu lub przy znieczuleniu zewnątrzoponowym- nie ważne jak i tak późnej kurewsko boli. Ale Kochasz tego małego człowieka i życie za niego oddasz jeśli będzie trzeba.
I w tym momencie włączają się ukryte funkcje kobiety- pozbywasz się za to funkcji spanie czy najadanie. Na początku robisz za chodzącego żywiciela. Dziecko nie widzi w Tobie nic innego z jak mleko. Czy karmisz czy głodzisz butelką i tak widzi w Tobie tylko żarcie, no i oczywiście robisz za pierwszego przytulaka, gryzaka i wielbłąda :) Ale to nie koniec dodatkowych funkcji jakie posiada matka. Potem okazuje się że mimo iż nie umiałaś gotować zaczynasz gotować zupy, segregujesz pranie i zamiatasz podłogę kilka razy dziennie.  Dalej zapominasz o spaniu a czasem nawet możesz sobie pozwolić na imprezę (oczywiście z dzieckiem). Ostatnio odkryłam w sobie nowe zdolności jak chirurg plastyk- przyszyłam bez komplikacji dwa amputowane uszy misia. Jestem lekarzem pediatrą bo zaczynam rozpoznawać jaka wysypka od czego i bez papierka lakmusowego odróżniam katar.  Zaczynam być sędzią oraz policjantem pilnując porządku i zasad wprowadzanych w naszym domu. Z dnia na dzień wiem więcej  o dzieciach i o różnych dziedzinach życiowych o których nie miałam bladego pojęcia. Czuję że w roli matki odkryję nie jedną dodatkową funkcję.
Jestem mamą. A Ty? Jakie masz super moce?

czwartek, 4 grudnia 2014

Wychowanie



Chyba nigdy nie zrozumiem wyższości starszych nad młodszymi. Nawet gdy nie mają racji, muszą ją mieć. Czy przypadkiem tak nie jest? Zwłaszcza jeśli chodzi o wychowanie dzieci.  Oj tak, wszystkie „cioteczki dobre rady” wiedzą lepiej co jest MOJEMU dziecku. 
krytyka nauczycielek w przedszkolu. Niestety nasze społeczeństwo widzi nauczycieli pracujących w przedszkolu jak niedouczone nianie, które nie miały większych ambicji żeby zostać lekarzem, prawnikiem itd. Bo przecież to pestka skończyć studia pedagogiczne, a teoria i tak zawsze znaczy mniej niż zdanie kogos kto wychował dzieci i wnuki nie patrząc  a skutki wychowania. Jednocześnie zostań superwoman, podziel się na ilość dzieci i stój nad każdym z osobna aby przez przypadek się nie potknęło lub nie ugryzło drugiego.

Zawsze młoda matka będzie tą gorszą bo ma małe dzieci i gówno wie o wychowywaniu dzieci.

Krytyka nauki prania, sprzątania, krojenia, prasowania, polerowania czy zapinania guzików w przedszkolach montessoriańskich skończyła się na wychowywaniu ROBOTÓW wygodnym mamusiom, ażeby one nic nie robiły. Serio?
Wydaje mi się że to czego nauczę dziecko teraz nie doprowadzi do tego, aby moje dziecko było nieudacznikiem życiowym. Nie chce w domu nastolatka, który nie będzie potrafił wyprasować sobie koszuli przed egzaminem lub zrobił sobie prostego dania na obiad kiedy będziemy w pracy. 
Może i życie nie kończy się na przedszkolu bo dopiero się zaczyna, ale na pewno co zostanie nauczone w wieku przedszkolnym to zostanie do końca życia. Pamiętamy że do końca 6roku życia dziecko przyswaja najwięcej dobrych i tych złych nawyków!! Niech tych dobrych będzie jak najwięcej.
Wiem jak wychowywać dzieci i gdzie stawiać im granice, wiem co to bezstresowe wychowane nie myląc z jego brakiem. Wiem że wiem więcej na temat wychowania niż niejedna „doświadczona matka” bo widzę efekty mojej pracy a jej. Moje błędy da się naprawić jej pójdą w świat dalej.

Jestem dumna z tego że wybrałam to co kocham. Pracę w przedszkolu, zdobyte (wcale nie lekko) doświadczenie i wiedzę. 

wtorek, 11 listopada 2014

HPV



"Wirusy brodawczaka ludzkiego - HPV (Human papilloma virus) - są bardzo szeroko rozpowszechnione wśród ludzi. Znamy blisko 200 różnych typów tych wirusów. Przenoszą się one głównie drogą kontaktów seksualnych oraz kontaktów skórnych. Około 40 typów wirusów HPV wywołuje infekcje w obrębie narządów moczowo-płciowych u kobiet i mężczyzn. Większość z tych infekcji nie ma żadnego znaczenia klinicznego, nie powoduje objawów i samoistnie przemija. Niektóre z typów HPV wywołują dość powszechne u kobiet i mężczyzn łagodne zmiany skóry i błon śluzowych narządów rozrodczych określane jako brodawki płciowe lub kłykciny kończyste.  Dotykają one nawet 1% populacji ludzi. Są to niewielkie płaskie lub wyniosłe zmiany, pojawiające się pojedynczo lub w grupach w okolicach narządów rozrodczych i odbytu, a nawet na udach. U kobiet kłykciny rozwijają się najcześciej w pochwie, na sromie i szyjce macicy, u mężczyzn zaś w obrębie penisa, moszny i krocza. W pewnych sytuacjach brodawki płciowe mogą stanowić poważny problem zdrowotny, na ogół jednak są one stosunkowo łatwe do leczenia i nie predysponują do rozwoju nowotworów. Jednakże niektóre z typów wirusów HPV - tzw. wysokiego ryzyka lub inaczej onkogenne - przy długotrwałej, przetrwałej infekcji trwajacej wiele miesięcy lub lat mogą doprowadzić u kobiet do rozwoju raka szyjki macicy. Wykazano także związek pomiędzy infekcją niektórymi typami HPV a rozwojem innych nowotworów, takich jak: rak sromu i pochwy u kobiet oraz rak prącia u mężczyzn. Ostatnie doniesienia naukowe wskazują na udział onkogennych wirusów HPV w rozwoju m.in. niektórych nowotworów głowy i szyi, górnych dróg oddechowych, a nawet płuc."
                                                                                                  http://www.cyto.pl/wirus-hpv.html


Ja osobiście chciałabym skupić się na wirusach HPV które wywołują raka szyjki macicy.
Zwracam się do wszystkich kobiet o to by badały się regularnie i poddawały cytologiom. Dlaczego? Ponieważ im szybciej poddamy się leczeniu tym szybciej odniesiemy wygraną.


  Sama nie miałam świadomości że można być zarażoną i nic o tym nie wiedzieć. Otóż można...
Idąc na kontrolną cytologię miałam w głowie że wszystko będzie ok i zobaczymy się z lekarką w przyszłym roku znów na kontrolnej cytologii. Niestety stało się inaczej i spotykamy się częściej....
Zaczęło się od telefonu mojej pani doktor która dała znać o złych wynikach cytologii. Trzeba było położyć się na oddział ginekologiczny (udało mi się spotkać przemiłe panie położne które spotkałam leżąc na tym oddziale w ciąży) i zrobić zabieg łyżeczkowania szyjki macicy, aby wiedzieć z czym mamy doczynienia. Pierwsza myśl ok, zrobią zabieg, wyśpię się i w tym samym dniu do domu. Jakże się myliłam... Ledwo wypuścili mnie do domu, ponieważ leki przeciwwymiotne nie działały.
Po jakimś czasie przyszło odebrać wyniki. Zero zmian nowotworowych, ale wirus HPV wysokiego ryzyka obecny.
Kolejna cytologia lepsza ale był potrzebny kolejny zabieg, przeciw najbardziej agresywny wirusom będę się szczepić. To tyle co mogę na dzień dzisiejszy zrobić. W sobotę poddałam się kolejnej cytologii po zabiegu i czekam na wyniki.
Moja krótka historia zmotywowała mnie do tego, aby przypominać o badaniu innym kobietom!
Mam nadzieję że choć trochę was zmotywowałam!! :)

czwartek, 2 października 2014

Co to są „wrażliwe fazy rozwoju dziecka” ?


Każde dziecko na etapie rozwojowym przechodzi przez „wrażliwe fazy”. Są to fazy gotowości do przyswajania wiedzy lub nauki czynności odpowiednich do swojego wieku. 
Podczas rozmów mam można usłyszeć że jedno dziecko nauczyło się chodzić w wieku 9msc a inne w wieku 13msc. Jedno nauczyło się czytać w wieku 4lat inne w wieku 6.
Dlaczego??
Dlatego że każde dziecko przechodzi etap „wrażliwej fazy” w odpowiednim dla siebie momencie. Każde dziecko jest inne, np. moje córki: Różnica między nimi wynosi AŻ 1min ;) i pomimo tego że są dwojaczkami nie są takie same. Każda z nich wykonywała czynności w innym tempie. Nie porównywałam ich do siebie i nie zaczynałam się Martwić jak Marysia zaczęła chodzić a Tosia po czterech zasuwała po domu :)
Dlatego błagam! 
NIE PORÓWNUJCIE SWOICH DZIECI, bo każde jest INNE, WYJĄTKOWE, NIEPOWTARZALNE !!!

Lista wrażliwych faz nie jest długa i nie występuje całe życie.  Niestety, ale gdy zakończy się faza rozwoju, takowa nigdy nie wraca. DLATEGO tak ważne jest rozpoznanie co dziecko na danym etapie rozwoju kształci, DLATEGO pozwólmy dziecku na rozwój w danym kierunku, NIE zatrzymujmy na siłę tego procesu bo nie chcę w domu starszaka.
PRZYKŁAD?
Wchodzi sobie taki dzieciaczek cały czas do łazienki, zainteresowany siadaniem na kibelek, spuszczaniem wody w toalecie. Widać że go to interesuje, chce usiąść, spróbować zrobić to samo co mama/tata. Na co dziecko słyszy  „TO JEST BE, BRUDNE. NIE WOLNO! NIE RÓB!”  i dalej pakujemy dzieciaka w pieluchę.  Po  jakimś czasie rodzic uznaje że ma dość pieluch i mówi dziecku „TO JEST NOCNIK. OD DZIŚ SIADASZ NA NOCNIK I ROBISZ TU TO I TAMTO!’, a dziecko ma nas w nosie. Dalej robi do pieluchy (którą tak mama/tata mu chętnie na tyłek zakładali) , a nocnik ląduje na głowie albo robi jako kosz do piłek, itd.
DLACZEGO tak się dzieje? Ponieważ dziecko w momencie kiedy było zainteresowane sikaniem na kibelek, miało wrażliwą fazę na odpieluchowanie, ale mama doszłą do wniosku że nie, nie teraz. Zniechęciliśmy w tym momencie dziecko i przekonaliśmy że mokra pielucha jest super. BEZPOWROTNIE minęła ta faza dziecka i teraz ma w nosie robienie na nocnik. W tym momencie niestety odpieluchowanie zajmie nam o wiele więcej czasu niż we wrażliwej fazie dziecka (bo nie mówię że to się nie stanie w ogóle, ale będzie to trudniejsze).

A tak przy okazji- jeśli WASZE dziecko ma suchą pieluchę przez min 2godziny w ciągu dnia, oznacza to że możesz uczyć go siadania na nocnik J

czwartek, 25 września 2014

Akcja reaktywacja

Czas na powrót!
Nie było nas wystarczająco długo i myślę że zatęskniliście
J
Gdzie byliśmy jak nas nie było? Trochę tu trochę tam. Za nami podróże te małe i całkiem duże, wizyty u lekarzy. Za nami rok z naszymi małymi szczęściami. Ten rok sprawił że każdy dzień był inny, nie było monotonii bo ciągle się coś działo. 
Pożegnaliśmy bezpowrotnie okres niemowlęcy i od niedawna mamy w domu małe dzieci :) Małe dzieci które zaczynały od spania cały dzień, potem krótki okres kolek,  ślinotoków, pełzania każda w inną stronę, raczkowania, jedzenia plażowego piasku na  śniadanie, obiad i kolacje i uciekania do morza, ciągłe ząbkowanie a teraz  stawiają kroczki- pewniejsze i te mniej.
Przez ten rok okazało się że jestem mistrzynią w organizacji siebie i dzieci, że pusta walizka może ważyć 15kg, że dam radę wytrzymać (choć cholernie ciężko było) 2,5tygodnia bez dzieci siedząc na krzesełku przeznaczonym dla przedszkolnego człowieczka kształcąc się aby kształcić wasze dzieci .
Nauczyłam się gotować zupy, mimo że zapierałam się że nigdy tego nie zrobię, moje umiejętności kulinarne ciągle się powiększają, a anielska cierpliwość rośnie. Na pytania jak to mieć bliźniaki, pewnie ciężko co? Odpowiadam zawsze że rewelacyjnie,  pomimo iż mam przed oczami te trochę nieprzespanych nocy, płaczu nie wiadomo o co, pobrudzone obiadami ciuchy, zrzucony komputer na płytki. Ale pomimo tego jest naprawdę super! Codziennie rano witają mnie uśmiechem i słowami ‘mama’ dwie cudowne istotki, w najmniej oczekiwanym momencie dadzą buziaka i przytulą.
Tosia i Marysia to największe motorki dające kopa mojemu życiu. Nie, nie tęsknię za życiem bez dzieci, nie tęsknię za długim wylegiwaniem w łóżku czy czasem wolnym.  To dzięki nim czuje że żyje, to dzięki nim jestem kim jestem. 









środa, 16 kwietnia 2014

Pozwól mi zrobić to samemu, mamo...

Zmogło nas przeziębienie- a dokładnie dziewczynki.
Wizyta u lekarza zaliczona i wszystko jest w porządku, ale walczymy z paskudnym katarem i czerwonym gardełkiem.
No nic trzeba cierpliwie czekać, aż paskudny katar zniknie no i odkładamy wypad na basen :(

Kupiłam dziewczynom nocnik!
Podzieliłam się tym pomysłem i.. Spotkało mnie trochę negatywnych opinii..
Dlaczego?
A bo za małe, bo nie rozumieją i nie robią nic świadomie, że po co robić z niemowlaka starszaka?
Może i nie świadome tego co robią do pieluchy, ale kilka razy w nocniku czekała na mnie niespodzianka, a i do nocnika się przyzwyczajają.

I tak ze wszystkim..

Kubek nie kapek, bądź duży kapek ;) Niektórzy uważają że to bee dawać dziecku jak tylko mu 6msc stuknie kubek nie kapek, a potem szybko uczyć pić samemu z kubeczka, bo to niemowlę i nie zabierajmy mu dzieciństwa..

No proszę Was!

Czy dziecko które ma 5lat i mama go karmi jest fajne?
Dla mamy która nie musi sprzątać pod krzesełkiem po dziecku, i zrobi to szybciej niż samo dziecko może i tak, ale czy dla samego dziecka?
Bardziej odbieram to jako krzywdzenie dziecka bo już nie chodzi o samo rozwalanie jedzenia- bo kiedyś dziecko i tak się nauczy trafiać do buzi- ale o uczenie się samodzielności.

Dlaczego mamy na siłę zatrzymywać uczenia samodzielności? Przecież to nie jest robienie z dziecka starszaka, to nie jest krzywdzenie dziecka, a wręcz przeciwnie.
Pomagamy mu rozwijać się na wielu płaszczyznach.
Oczywiście szybciej ubrać dziecko do spaceru samemu, ale pozwalając ubierać się dziecku uczymy go samodzielności to raz, dwa ćwiczy paluszki zapinając i odpinając zamek kurtki,co potrzebne jest do trzymania ołówka to dwa, a trzy to chyba to właśnie nam daje troszkę więcej czasu.

Jakiś czas temu podawałam kilka przykładów obowiązków domowych dla dzieci w różnym wieku. W ilu domach mama pozwala dziecku rozpakować zakupy?
Szczerze? Nie spotkałam się chyba z takim przykładem na żywo.
Zawsze a bo tu źle ułożysz i będę musiała poprawić, a ja zrobię to szybciej, a coś tam i....? Za kilka lat dziecko wcześniej zniechęcone nawet nie zapyta się czy nam pomóc, bo po co jak i tak zrobi źle..

Pracując z dzieckiem pozwólmy mu ułożyć puzzle samemu. Nie denerwujmy się gdy trwa to pół dnia, niech dziecko samo poradzi sobie z tym problemem. Możemy dziecko naprowadzić na dobrą odpowiedz, ale nie starajmy się na siłę być potrzebni we wszystkim.

Pozwólmy dziecku pić samemu z kubka, jeść rękami. Nie starajmy się na siłę zatrzymywać procesu usamodzielniania!

Ja zaciekawiona tematem metody jedzenia BLW (baby led weaning) jutro przeprowadzę próbę na moich maluchach :) Ile zjedzą tyle zjedzą, mam nadzieję ze sobie poradzę no a ile będzie sprzątania, to już mam w nosie :)
Metoda ta polega na rozwijaniu zmysłów malucha, ponieważ na talerzyku ma do wyboru kilka warzyw/ owoców i korzystając z prawa wyboru, bierze do rączki to co chce i próbuję. Każdy kawałek oczywiście zanim trafi do buzi, musi być dokładnie sprawdzony, czy zgadza się kolor i wielkość.
Poznaje smak, zapach, kolory i konsystencję tego co je więc rozwija zmysły w wielu różnych kierunkach.

No to co, my od jutra startujemy i zdamy relację na pewno.

Dalej będę ja niedobra matka sadzać małe na nocnik, dawać im butelki w łóżeczku z mlekiem żeby piły same i uczyć samodzielności:)



wtorek, 8 kwietnia 2014

Super mama

Wczoraj siedząc 2 godziny  i czekając na wizytę kontrolną u mojego lekarza myślałam że to niesprawiedliwe.
Niesprawiedliwe jest to że jest tak dużo par które leczą się na bezpłodność.  Zostawiają ogromne sumy pieniędzy w ośrodkach które leczą tego typu problemy i wierzą że się uda.
Są niestety przypadki kiedy się nie udaje, jednak słyszymy również  o tych szczęśliwych zakończeniach.
Siedziałam i myślałam że ja mam dwoje a niektórzy nie mają w cale.
I w tedy poczułam się jak wyrodna matka.
A dlaczego?
A dlatego że większość ludzi, zwłaszcza tych którzy dzieci nie mają, myślą że kobieta wraz z urodzeniem dziecka otrzymuje nadprzyrodzone siły i ma w dupie motorek, który zapewnia że dzień i noc będzie robić wszystko na pełnych obrotach.
Ci którzy opisują macierzyństwo za lukrowe bardzo się mylą.
Mnie się to nie udaje…
Niestety mimo tego że w ciąży spałam całe dnie nie wyspałam się na zapas. A szkoda….
Gdy wróciłam z Antosią do domu nastawiałam sobie budzik w momencie zasypiania żebym nie przespała godziny karmienia. Karmiłam początkowo piersią (nie licząc godzin gdy byłam w szpitalu u Marysi) więc tak jak mówiły położne maź 4godzinne przerwy. Ja je przesypiałam. Wyłączałam budzik i szłam dalej, budząc się z wyrzutami sumienia że dziecko głodne przez moje lenistwo było.
Jeśli już udało mi się tyłek podnieść i dać cycka Antosi zasypiałam na siedząco i nie raz mała zasypiała przy mnie a potem tylko odkładałam ją do łóżeczka i znów miałam wyrzuty sumienia że pewnie się nie najadła, no bo jak? Sama cycka w buzie sobie nie włożyła…
Gdy przyszła Marysia do domu nie musiałam jeździć do szpitala wic mogłam dłużej się wyspać.  Zresztą małe budziły się tylko na jedzenie i spały całe dnie.
Mimo tego i tak byłam zmęczona nocnym karmieniem że kiedyś w nocy obudziłam się z Marysią na brzuchu (położyłam sobie ją tak do odbicia i po prostu zasnęłam ) a Marysia leżała głową w dół. Byłam przerażona, nikomu nic nie mówiąc ciągle myślałam czy jej nic nie będzie.

Po pewnym czasie przeszłam tez na mleko modyfikowane, ponieważ sam widok laktatora mnie osłabiał- miałam go dość i czułam się jak krowa. Dosłownie. Pokarm zanikł i skończyło się karmienie cyckiem. Może jakbym kupiła elektryczny to inaczej by to wyglądało no ale, nie cofnę się w czasie.
Teraz dziewczynki mają 7msc. Całe szczęście przesypiają całe nocki i mogę pospać trochę dłużej.  Co mnie bardzo cieszy bo śpioch ze mnie jest straszny J
Ale mimo tego, czasem po prostu mnie się nie chce iść z nimi pobawić bo mam dosyć sprzątania, zmywania i prania i jedyne o cym myśle to usiąść się na chwile. Czasem już wyczekuje momentu aż dziewczynki pójdą spać i będę mogła usiąść ze spokojem.
Nie, nie mam wymiennych baterii a szkoda bo na pewno moje stare nadają się do wymiany.
Czasem przez to wszystko czuje się beznadziejną matką, ale czy to słuszne? Czasem mam ochotę nakrzyczeć na narzekającą matke która ma jedno dziecko i babcie do pomocy.
Kobieto ja jestem przez cały dzień sama z bliźniakami?! Chcesz się zamienić??
Nie zamieniłabym się nigdy w życiu bo moje córeczki to całe moje życie. Pomimo moich narzekań, i zmęczenia nie oddałabym ich nikomu.
Ponarzekać chyba każdy może, czuć się bezsilnie. Czasem mam chęć wyjść i wrócić jak się panny uspokoją ale to ja jestem ich mamą i kto jak nie ja ma się nimi zająć?
Małe dają mi wiele szczęścia i naprawdę chciałabym się tym szczęściem dzielić ze wszystkimi.


W zeszłym tygodniu stuknęło nam 7msc !! Huh leci ten czas jak szalony… 


poniedziałek, 24 marca 2014

Poszczepiennie

W czwartek byliśmy na szczepieniu.
Nie szczepimy dzieci szczepionkami skojarzonymi i nie dlatego że szkoda nam pieniędzy na szczepionki.

Uważam  że tradycyjne szczepienia są bezpieczniejsze. Oczywiście po każdej szczepionce mogą wystąpić objawy niepożądane, ale można spotkać się z wieloma opiniami w których wyczytamy że więcej powikłań jest po szczepieniach skojarzonych.

Moje małe dostają max 4 wkłucia- skojarzone 5 lub 6 wirusów na raz. To więcej niż 4, a nóż o jedno za dużo.

Takie moje zdanie i każdy ma prawo do własnej opinii.

Co mnie przeraziło. 

Podczas ostatniego szczepienia zadzwonił telefon. Byłam akurat z mamą w gabinecie pielęgniarek bo Antosia czekała na swoją kolej do szczepienia.
Telefon z hurtowni leków.
Przychodnia zamawiała jedną szczepionkę (pentaxim), ale niestety w hurtowni jej nie mieli. Termin oczekiwania do końca kwietnia.
Pani która dzwoniła z hurtowni zaproponowała inną szczepionkę, zagraniczny zamiennik. Konsultacja z lekarzem i pada decyzja "Jeżeli Ministerstwo Zdrowia zatwierdziło szczepionkę to ją bierzemy". Pani w telefonie mówi "tak jest zgoda". No to zamawiamy.
Na koniec przychodnia prosi o przefaksowanie zgody i nagle pojawia się problem.  Takowej zgody jednak nie ma. Czekają na pozwolenie z Ministerstwa. 
Przychodnia podziękowała za te szczepionki.

I tak oto hurtownie leków wciskają szczepionki które nie mają pozwoleń, bo tańsze, bo zamiennik.
Aż boję się pomyśleć ile przychodni mogło zakupić taką szczepionkę i szczepić dzieci. 
A za chwile znów usłyszymy o kolejnych powikłaniach po szczepieniach...
Jakby mało było takich przypadków.

A nasze dziewczynki zniosły szczepienie znośnie:) Trochę się pokrzywiły, ale po kilku łykach herbatki było już ok i już uśmiech na twarzy i zaczepianie innych :)

A tak ogólnie to u nas zmiany :)
Zmiany z gondolki na spacerówkę:) Bynajmniej dziś i zobaczymy czy pannom się spodoba. Tosia na długość powoli się w gondoli nam nie mieści więc trzeba było podjąć odpowiednie kroki :)

Zaczynamy coraz dłużej siedzieć samodzielnie :) Dzięki temu zaczynamy ćwiczyć paluszki, na razie z pomocą mamy (łapie dziewczynki za rączki i układamy klocki i miseczki :)) Wychodzi nam to całkiem fajnie :) Czekamy aż tata przyjedzie i dowiezie jakieś fajne sortery do pracy żeby nie znudzić się tym co mamy :)









środa, 19 marca 2014

Twoje dziecko chce czuć się bezpieczne.



"Chcę powiedzieć kilka słów, my słuchamy, a Ty mów"


  •  Nie psuj mnie, dając mi wszystko, o co Cię proszę. 

Niektórymi prośbami jedynie wystawiam Cię na próbę. 


  • Nie obawiaj się postępować wobec mnie zdecydowanie i konsekwentnie. 

Daje mi to poczucie bezpieczeństwa. 


  • Nie pozwól mi utrwalić złych nawyków. 

Ufam, że Ty pomożesz mi się z nimi uporać. 


  •  Nie postępuj tak, abym czuł się mniejszy niż jestem. 

To sprawia, że postępuję głupio, żeby udowodnić, że jestem duży. 


  •  Nie karć mnie w obecności innych. 

Najbardziej mnie przekonujesz, gdy mówisz do mnie spokojnie i dyskretnie. 


  •  Nie ochraniaj mnie przed konsekwencjami tego co zrobiłem. 

Potrzebne mi są również bolesne, ale samodzielne doświadczenia. 


  •  Nie przejmuj się zbytnio, gdy mówię, że Cię nienawidzę. 

To nie Ciebie nienawidzę, ale ograniczeń, które stawiasz przede mną. 


  •  Nie przejmuj się zbytnio moimi małymi dolegliwościami. 

Pomyśl jednak czy nie staram się przy ich pomocy przyciągnąć Twojej uwagi, 
której tak bardzo potrzebuję. 


  •  Nie gderaj. 

Będę się bronił, udając głuchego. 


  •  Nie dawaj mi pochopnych obietnic, 

bo czuję się bardzo zawiedziony, gdy ich później nie dotrzymujesz. 


  •  Nie przeceniaj mnie. 

To mnie krępuje i niekiedy zmusza do kłamstwa, aby nie sprawić Ci zawodu. 


  •  Nie zmieniaj swoich zasad postępowania w zależności od układów. 

Czuję się wtedy zagubiony i tracę wiarę w Ciebie. 


  •  Nie zbywaj mnie, gdy stawiam Ci pytania. 

Ja znajdę informacje gdzie indziej, ale chciałbym żebyś Ty była moim 
przewodnikiem po świecie. 


  •  Nie mów, że mój strach i moje obawy są głupie. 

Dla mnie są bardzo realne. 


  •  Nigdy nawet nie sugeruj, że Ty jesteś doskonały i nieomylny. 

Przeżywam bowiem zbyt wielki wstrząs, gdy widzę, że nie jesteś taki. 


  •  Nigdy nie myśl, że usprawiedliwianie się przede mną jest poniżej 

Twojej godności. 
Wzbudza ono we mnie prawdziwą serdeczność. 


  •  Nie zabraniaj mi eksperymentowania i popełniania błędów. 

Bez tego nie mogę się rozwijać. 


  •  Nie zapominaj jak szybko dorastam. 

Jest Ci zapewne trudno dotrzymać mi kroku, ale proszę Cię postaraj się. 

wtorek, 18 marca 2014

Podróże te małe i duże :)

Trochę nas tu nie było.
Dlaczego?
A bo trochę byliśmy w podróży, a głównie spędzaliśmy czas w czwórkę :)




Podróże zaczęliśmy raczej od tych dużych :) No może nie był to wypad na koniec świata, ale w nasze Polskie góry.
Spędziliśmy miły weekend w Karpaczu w gronie rodzinnym :) Zaczerpnęliśmy trochę świeżego powietrza i troszkę pozwiedzaliśmy.

Po tym weekendzie czekały nas podróże te mniejsze- lekarz i odwiedziny u małego kuzyna 
Szymona :) Oczywiście nie ominęły nas spacerki na świeżym powietrzu bo pogoda nas rozpieszczała :)


W dalszym ciągu rozszerzamy dietkę, a mama od tego tygodnia gotuje sama. Chyba nie jest źle, bo małe wszystko wcinają :) Lodówka zaopatrzona w produkty do gotowania tak więc działamy.

Dziś to wszystko bo małe robaczki szaleją i spać nie chcą :)

poniedziałek, 3 marca 2014

6 miesięcy


Za nami 6 miesięcy.
A przed nami jeszcze całe życie.

Te 6 miesięcy przeleciało jak z bicza strzelił. 

Jak się zaczęło już wiecie. Przyszły małe kruszyny o 5 tygodni za wcześnie na świat. Chciały się w końcu poprzytulać do maminego brzuszka ale już po drugiej stronie :) 

I tak zaczęła się nasza przygoda. Przygoda która trwa już 6 miesięcy i jeszcze wiele czasu i poznawania przed nami:)

Za nami 4 dniowy pobyt Antosi w szpitalu, który i tak przyniósł mi wiele zmartwień. Najpierw za duży procent spadku wagi i bałam się że nie je ile trzeba. Sama uczyłam się karmić, a położna której nie chciało się z tyłkiem ruszyć i pomóc nie dodawała otuchy, wręcz przeciwnie " Pani już tu tyle czasu jest i pani jeszcze karmić nie umie?!?!" . Potem żółtaczka i na koniec decyzja wychodzić czy czekać jeszcze jeden dzień, aż bilurbina spadnie jeszcze więcej. 
Postanowiłam wyjść i podjęłam dobrą decyzję.

Za nami również ekstra 3 tygodnie w szpitalu. Tym razem czekaliśmy na Marysię.
Zaczęliśmy od oddziału pośredniego gdzie panna wygrzewała się w inkubatorze. Przez pierwsze dni miała założoną sondę bo miała niedojrzały układ pokarmowy. Po kilku dnach mogłam ją już nakarmić sama butelką jednak było to ciężkie zadanie trzymając ręce w inkubatorze.
Po 5 dniach wzięłam Marysie pierwszy raz na ręce. Była taka leciutka. Po spadku ważyła zaledwie 1560 a wiec tyle co półtorej paczki cukru. Taki mały robaczek :)
I tak oto zwiedziliśmy jeszcze oddział opieki ciągłej, OIOM,  i znowu oddział opieki ciągłej.

Codziennie jak przychodziłam do Marysi pierwsze po buziaku w nos co robiłam to sprawdzałam ile przybrała. Czasem było to 20g, 30g, a czasem 90g ! 
Koniec końców dobiła do 2kg i wyszłyśmy do domu :) Z katarem ale wyszliśmy!

I tak od tego czasu upłynęło pół roku.
Przez ten czas dziewczynki nauczyły się wielu umiejętności!
Zaczęły wysyłać nam świadome uśmiechy które widzę codziennie rano jak wstaję i to one dają mi kopa na resztę dnia.
Następnie było gurzenie. Gadały aż im się buzia nie zamykała :) Piekły pierniki na święta, coraz bardziej były zainteresowane swoimi zabawkami i przede wszystkim odkryły do czego służą ręce :)

Teraz namiętnie wkładają je do buzi i nie patrzą czy to swoje i siostry,  ważne że jakieś paluchy są w buzi :)
Nauczyły się jeść stałe pokarmy i idzie im to coraz lepiej.
Ostatnio pięknie przewracają się z brzuszka na plecki i odwrotnie , a leżąc na brzuszku podnoszą tyłek jakby chciały już zasuwać po domu. Jest już wiele innych opanowanych czynności ale nie chce tu ikogo zanudzać ;)

Oprócz kilku wyjazdów do rodzinnego miasta taty oraz w góry do Karpacza, zwiedziliśmy już trochę gabinetów lekarskich z których przywoziliśmy same dobre wiadomości. I oby tak dalej!

Idziemy w swoim tempie do przodu i będziemy zaliczać coraz to nowe umiejętności:)




niedziela, 2 marca 2014

Mama gotuje :)

Jest mama na etacie.
Mama wraca do szkoły (teoretycznie już wróciła a praktycznie wygrało lenistwo i zaczyna za 2 tyg;)).
No i od dzisiaj mama gotuje :)

Po czwartkowych zakupach kiedy to wydałam dość sporą sumkę gotówki na obiadki dla Marysi i Antosi pomyślałam- ok przychodzi wiosna, sieje w ogródku co się da i będę gotować sama.

Taaaa ale zanim zasieje, zanim to wyrośnie to się naczekam. 
No więc chyba nie będę czekać na wiosnę z gotowaniem :) Zacznę już teraz!

Dziś wstałam o godzinie 7 rano (czyli jak co dzień), ale dziś z myślą ugotowania rosołku dla moich maluszków :) No i tak gotując przeliczyłam sobie wszystko i tak oto zamówiłam takie cacko:

Babycook wyniósł nas tyle samo co słoiczki na miesiąc. 

Jak tylko kurier zapuka do naszych drzwi wciągnę się w wir gotowania zupek i obiadków dla naszych maluszków. Dzięki temu urządzeniu zaoszczędzę sporo czasu bo czas gotowania wynosi 15 min (tak podaje producent).
Wszystkie zalety mogę wymieniać opierając się  na opisie producenta który przedstawi same ochy  achy lub szukając opinii na forum (ale tu już bywa różnie bo ile ludzi tyle opinii).

Zapomniałam opisać reakcji moich panien na maminy rosołek :) Pierwsza reakcja- skrzywienie i mamo co Ty nam dajesz? Ale po chwili talerzyki były już puste co mnie bardzo ucieszyło i jednocześnie zachęciło do dalszego pichcenia dla moich dzieci :)

Tak więc życzcie mi powodzenia w gotowaniu ! Oby wychodziły nam same pyszności :))